piątek, 9 grudnia 2016

[258] Ubranko na kubek termiczny

Ocieplacz powstał jak zwykle z "potrzeby chwili", a było to tak:

Przyszły mrozy, wróciło do domu z zajęć Dziecię moje Młodsze (w skrócie DmM), które jest zmarzluchem od urodzenia,niecierpi zimy i jej atrybutów, i już od progu burczy w studenckim żargonie:
- Jak ja nienawidzę zimy - ten elegancki zwrot poprzedzony został prologiem w postaci słów mało nadających się do cytowania, a które zmuszona byłam wysłuchać i po raz miliardowy na nie zareagować w stylu "jakieś łagodniejsze synonimy wkurzenia proszę"
- Wyobraź sobie - ciągnęło dalej DmM - autobusy spóźnione, a ja akurat stoję na przystanku bez wiaty. Nie dość, że pod kaptur zawiewa, kopyta mi kostnieją od sterczenia, łapska grabieją, bo ktoś mi za...ł mitenki* a do tego szlag by trafił, kawa w kubku termicznym wcale nie taka gorąca, jak być powinna. A tak chciałam się ogrzać przynajmniej tą kawą. Grzebię w torbie, łapię kubek... i o mało co nie wypuściłam go z łapy. A wiesz, dlaczego go nie wypuściłam? - tu DmM złapało oddech na chwilkę krótką, by wyrzucić z siebie kolejną porcję wkurzenia,  - Wiesz, dlaczego nie wypuściłam? Bo mi łapa do kubka przymarzła!!!
Usiłowałam wbić się w ten słowotok z jakąś kolejną "matczyną, mądrą poradą" ale szans raczej nie było. A szkoda, bo powiedziałabym dziecku, że na głowę to się czapkę zasadza (nadzierganych ma do koloru i do wyboru), a nie kaptur, który działa jak tunel aerodynamiczny i jak się nie posiada wystarczająco odstających uszu, to szanse na zatrzymanie nakrycia na głowie są znikome. Gdybym doszła do głosu, to nie omieszkałabym wspomnieć o butach zimowych w większym rozmiarze tak, by skarpeta ciepła wlazła. Przypuszczam, że zdobyłabym się jeszcze na odwagę i coś o ciepłych gaciach dodała. Z matczynej troski, rzecz jasna... A tak, zmuszona byłam wysłuchiwać żalów, na temat złośliwości przyrody nieożywionej, jak i ożywionej (jeśli kierowca autobusu się do takowej zalicza).
- Ty wiesz, jakie to uczucie jest, gdy przymarza łapa do kubka? - pytanie rzecz jasna z tych retorycznych, bo ledwo zawisł taki mały znak zapytania, a już leciał opowieści ciąg dalszy - Chyba sobie grabie odmroziłam!!! Ty mnie w ogóle słuchasz?!
- A mam inne wyjście? - ledwie to powiedziałam, już wiedziałam, że to zła odpowiedź była. Nie dość, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie osobie wkurzonej, to jeszcze zero współczucia okazałam.
- Ty zawsze musisz tak zadaniowo podchodzić do sprawy? - zmieniło ton DmM - A jak tak, to może wymyślisz coś na ten kubek, by nie przymarzał do łapy?
- Noś rękawiczki! - rzuciłam odkrywczą myśl.
- Mówiłam, że mi zarąbali. Coś innego wymyślisz może?
- Aaa, to kubek trzeba ocieplić - rzuciłam odkrywczą myśl, bo odezwało się we mnie moje wyuczone, znaczy się nabyte techniczne "JA", na które stosowny papier posiadam.
- No właśnie! - podjęło ochoczo DmM - Jakieś sugestie?
- Wyjdź na balkon, pogrzeb w kuble z "plastikami", powinna jeszcze leżeć tam ta folia bąbelkowa z ostatniej waszej przesyłki - i tu odezwało się moje wrodzone, genetycznie niezmodyfikowane złośliwe "JA", którym czasami się posługuję, gdy cierpię na rozdwojenie jaźni.
- No wiesz! Myślałam raczej o takim ubranku z włóczki - naprowadzało mnie cierpliwie DmM.
- A ja myślałam, że usłyszę chociaż magiczne słowo...
- Abra kadabra...
- No i pstryk!

Jak widać na załączonym obrazku, pstryk zadziałał, bo sweterków zrobiłam kilka, a ten właściwy, który był prototypem jest w ciągłym użyciu i nie mogę się na niego z aparatem zasadzić :)


* za...ne mitenki/rękawiczki/czapki/szaliki - "ktoś mi zarąbał" - słyszę zawsze, gdy DmM wraca do domu bez jakiegoś ocieplacza. Przez te kilkanaście lat uzbierało się tego tyle, że czasami myślę sobie, iż już całą aglomerację ubrałam w te zarąbane czapki, szaliki i rękawiczki.
Moje techniczne "JA" podpowiada mi, by połączyć na stałe rękawiczki z szalikiem, a szalik z czapką, może wtedy szanse na "zarąbanie" będą mniejsze :)

sobota, 3 grudnia 2016

[257] Wielki Krasnolud Gimli - czapka hełm

Kolejna czapka wzorowana na hełmie Krasnoluda Gimli.

"Władca Pierścieni" nie daje mi spokoju :)
W dążeniu do perfekcji musiałam sprawdzić jeszcze jeden drobiazg. Proporcje pomiędzy wielkością czapki a wzorem, który niestety składa się z sekwencji. Jeden mniej to za mało, jeden więcej to za dużo... czyli należy zmniejszyć ilość oczek we wzorze. Do tego łańcuszek imitujący rzemienie. Mam wrażenie, że włóczka musi być cieńsza...
Oj, coś mi się zdaję, że za jakiś czas wrócę do tego Krasnoluda, bo spokoju nie zaznam :)






Jak bardzo męczy mie ta czapka można zobaczyć tutaj i tutaj

środa, 30 listopada 2016

[256] Manufaktura mitenek...

...albo wyrób hurtowy :)

Odkąd opanowałam do perfekcji proces technologiczny takiej rękawiczki bez palców, to trzaskam namiętnie tę drobnicę w ilości hurtowej.
Frajdę mam przy tym przeogromną, bo nie dość, że wietrzę pudła z resztkami, to jeszcze mam co dziergać w tzw. międzyczasie*.
Okazało się, że mitenki cieszą się ogromnym zainteresowaniem, więc korzystając z okazji przerabiam je na prezenty:)

A oto efekt:






Tych mitenek jest więcej, ponieważ zrobiłam po kilka par z jednego koloru.
Dla pań już mam prezenty, ale jak nie wymyślę czegoś dla panów, to będę musiała nabyć prezenty drogą kupna, a to raczej nie w moim stylu...

*międzyczas - to taki moment, w którym jest za mało czasu, by zabrać się za poważną pracę i jednocześnie za dużo, by się nudzić. Taki międzyczas zależy od okoliczności - i tak np. w kolejce do lekarza nie poczytam książki, bo ktoś mnie wciągnie w dyskusję o służbie zdrowia, ale za to by nie zmarnować tych kwadransów, wyjętych z życiorysu - dziergam i dyskutuję namiętnie. No, może bardziej namiętnie dziergam, niż dyskutuję, ale za to wychodzę z przychodni z poczuciem, że czasu nie zmarnowałam.

wtorek, 22 listopada 2016

[255] Terapeutyczne kapcie MYSZY

Myszowate kapcie wyglądają tak:


Zrobione są z prawdziwej wełny, takiej co to gryzie.

Dlaczego terapeutyczne? Bo mają swoją historię...
Przybyła do mnie Znajoma z torbą najprawdziwszej górskiej wełny z prośbą, bym zrobiła skarpety dla Jej jedynego wnuka. Znajoma zwierzyła mi się, że przedszkolak choruje często, mama biega po lekarzach, pakuje w niego samą chemię, przez co dziecię osłabione wraca do rówieśników, gdzie łapie kolejne infekcje. Wiadomo, jak choroba, to zwolnienie. A mama młodego nie może sobie na to pozwolić. W akcie desperacji wielkiej, pozwoliła swojej teściowej (a mojej znajomej) wprowadzić u Młodego tzw. naturoterapię. Polega ona m.in. na brodzeniu na przemian po gorącej i lodowatej wodzie. Potem rzecz jasna smarowanie nóg czymś tam i pakowanie w skarpety z najprawdziwszej wełny.
No właśnie, skarpety!
Jak się okazało, mamy z Młodym podobny stosunek do skarpet,  z tym, że ja nie cierpię ich robić (bo 5 drutów), a Młody nosić (bo gryzą). Do tego Młody niezbyt entuzjastycznie podchodzi do tego całego babcinego hartowania. A Znajoma podeszła do sprawy ambicjonalnie. Wiadomo - zdrowie wnuka to jedno, a udowodnienie synowej, że tzw. medycyna ludowa ma sens - to drugie.
Broniąc się przed dzierganiem skarpet, zaproponowałam inne, atrakcyjne rozwiązanie. Pokazałam Znajomej te kapciochy i zasugerowałam, by były zwieńczeniem, niejako nagrodą za to całe hartowanie w naprzemiennej wodzie.
Zrobiłam prototyp, który od razu został przekazany, bez uwieczniania.
To, co prezentuję, to jest drugi egzemplarz:





A teraz najciekawsze. Jak się okazało, nie tylko Młody pokochał te kapcie. Uwielbia je też Pan Kot. Po każdej hartującej kąpieli cała rodzina gania dookoła stołu. Młody goni Dziadka, Kot goni Młodego, Babcia Kota, bo bestia biegając na skróty zrzuca co popadnie. Słowem jest wesoło.
A wiadomo, śmiech to zdrowie!


I jak tu takich kapci nie nazwać TERAPEUTYCZNYMI?

poniedziałek, 14 listopada 2016

[254] Jak zrobić mitenki?



Od dłuższego czasu kombinuję, jak wymyślić prosty algorytm na mitenki. Takie z warkoczem, czy innym ozdobnikiem przez środek dłoni. Problem polega głównie na tym, że jak szew ma przebiegać wzdłuż małego palca, to wypadałoby wstrzelić się z kciukiem tak, by ozdoba biegła centralnie. Robienie kciuka dokładnie pośrodku robótki, w przypadku gdy mam grubą włóczkę bywa zawodne, bo przecież kciuk przesuwa się raczej do wnętrza dłoni, ciągnąc warkocz za sobą. Przez tę grubość włóczki za każdym razem "na czuja" umiejscawiam ten kciuk.
Postanowiłam sprawdzić jeszcze jedno rozwiązanie, które przyszło mi wczoraj do głowy.
Zapowiadał się upojny wieczór przed telewizorem, bo "leciały" kabarety, a ja bez robótki przed TV nie zasiadam:)
Jak już tworzyłam od podstaw, to postanowiłam robić dokumentację na bieżąco.
Zdjęcia wyszły średniej jakości, bo "po ciemaku" robione z fleszem, ale coś tam jednak widać. Resztę postaram się udokumentować pisemnie. Nie jestem w tym dobra, bo wszytko robię zawsze "na czuja", liczę jednak, że coś tam logicznego z siebie wykrzeszę.
Z braku jednej grubej nitki dobrałam sobie dwie średniej grubości. Tak na oko motek 280m/100g.
Druty tak na oko nr 4.

    Nabrałam na druty 28 oczek i przerobiłam jak na obrazku:


czyli:1 o.brzegowe, 2 o. prawe, 2 o. lewe, 2 o. prawe, 2 o. lewe, 2 o. prawe, 6 o. lewych, 2 o. prawe, 2 o. lewe, 2 o. prawe, 2 o. lewe, 2 o. prawe, 1 o. brzegowe.
To jest lewa strona robótki. Na prawej stronie z tych 6 oczek powstanie warkocz. Jak kto lubi - albo podwójny, albo potrójny. Ja wybrałam potrójny.


Tak się zapędziłam do 11 cm. Ale bardziej pilnowałam przekręceń w warkoczu. To był mój wyznacznik.

W tym momencie przerabiając na prawej stronie włóczki, po obu stronach spuściłam po jednym oczku, dziergając samymi prawymi (oprócz warkocza, przy którym zostawiłam po obu stronach po jednym lewym, tak dla oddzielenia). Lewa strona jak leci. A na prawej dodaję z powrotem po jednym oczku na początku i na końcu robótki. Ten manewr ze spuszczaniem i dodawaniem można sobie odpuścić, by nie pogubić się na początku. Ja to robię, by odznaczyć część chudą ręki od grubej:)
Kciuk zaczynamy wyrabiać też w tym rzędzie, więc profesjonalnie będzie to wyglądać tak:
1o. brzeg, 1 o. dodać, 8 o. prawych, 1 o. lewe, 6 o. warkocza, 1 o. lewe, 4 o. prawe i 1 o. utworzone z nitki poniżej, przekręconej, 4 o. prawe, 1 o. dodać, 1 o. brzeg.


Tak wygląda początek kciuka:
Oczka oznaczone na czerwono tworzą brzegi kciuka, To z tych oczek będziemy sukcesywnie dodawać oczka. W sumie przy tej grubości włóczki wystarczy powiększyć kciuk o 7 oczek (jedno jest tym środkowym, z przekręconej nitki, a 6 pozostałych dodanych po obu stronach w 3 rzędach).

Kciuk kończymy 7 oczkami. Na drucie pozostaje nam 6 oczek.
Na lewej stronie robótki dodajemy 2 oczka nad kciukiem:

Jest to manewr, który pozwoli na poszerzenie części "dłoniowej" mitenki.
Na prawej stronie wygląda to tak:


Potem dziergamy sobie "jak leci" aż do zakończenia, które u mnie wygląda tak:


Można zakończyć sobie ściągaczem. Jak kto woli. Tak powstała prawa mitenka. Lewą trzeba sobie dokombinować, bo mnie już zwoje mózgowe uległy potrójnemu pomarszczeniu od tego wysiłku.

I tak dobrnęłam do końca! Szczerze? Jako osoba, która nie korzysta z opisów, sama sobie opisałabym ten proces tak:
1. Nabrać potrzebną ilość oczek (w zal. od grubości włóczki, drutów i ręki)
2. Na środku umiejscowić wzór.
3. Po przerobieniu ściągacza, spuścić 1/2 oczka brzegowe, które dodać w następnym rzędzie parzystym. Część pomiędzy początkiem/końcem robótki (lewa/prawa mitenka) a wzorem podzielić na pół i zacząć wyrabiać kciuk.
4. Zakończyć kciuk wtedy, gdy jest już maksymalnie duży.
5. Na lewej stronie dodać parę oczek nad kciukiem, by poszerzyć mitenkę.
6. Robić takie długie, jak potrzeba i zakończyć.
7. Zszyć pośrodku.

Moje udokumentowane zmagania z mitenkami można zobaczyć TU i TU

poniedziałek, 7 listopada 2016

[253] Rodzinna obrona terytorialna :)

Mam wrażenie, że blog robi się powoli militarny. Poza nielicznymi, prywatnymi projektami, dostaję głównie propozycje wydziergania hełmu, bądź czołgu.

Tym razem zamówienie rodzinne. Cztery hełmy: na dwie panie i dwóch panów.

Kobieca wersja jest tu dwukolorowa:


a dziewczęco dziecięca dla odmiany... też, ino odwrotnie:)


Hełm Mamy zrobiony innowacyjną metodą, reszta - standard, czyli tak, jak dawniej:




Znaczy się zbrojenie ruszyło pełną parą!

PS.
Jeśli chcecie zobaczyć, jak ewoluowały hełmy na przestrzeni lat kilku, to zapraszam tu:
KLIK
KLIK


piątek, 28 października 2016

[252] Czapka Hełm Krasnoluda Gimli

Ten rodzaj hełmu nie daje mi spokoju.


Ciągle w tyle głowy kołaczą mi się jakieś nowe rozwiązania, dlatego postanowiłam je sprawdzić.
Efekt?


Jeszcze to nie to. Blisko, ale żeby sprawdzić kolejną wersję, która kołacze mi się po głowie, musi trochę czasu upłynąć. Taka "hełmonada" to męczące i zbyt absorbujące zajęcie. Zdecydowanie preferuję robótki "telewizyjne", co to głowa sobie a łapki sobie:)