czwartek, 16 listopada 2017

[273] Termoforek Biedronka z historią miłosną w tle...

Pisałam już wcześniej, że moje termoforki posiadają wielką moc ogrzewającą ciało, one też wpływają ocieplająco na tzw. stosunki międzyludzkie. Śmiem wysnuć nawet teorię, iż w takiem ocieplonym ciele i dusza ma się lepiej:)

Jakiś czas temu skontaktował się ze mną bardzo miły Pan i poprosił mnie bym wydłubała specjalnie dla Jego Żonki taki pokrowiec na termoforka, co by biedronkę przypominał...
Pan szukał oryginalnego prezentu, gdyż Żona jest wielką miłośniczką biedronek.
Pomyślicie - banalne...
Otóż nie. Jak się okazało Pan mieszka TU, a Jego Żona daleko TAM, czyli na innym kontynencie.
Historia miłosna posiada tu podwójną fabułę.
Jedna - ta oczywista -  cieplutka biedronka, przytulana przez Żonkę, przypominać będzie, że ktoś bliski, kto jest daleko, bardzo kocha i tęskni...
A druga historia miłosna - jakże banalna - Pan ten swoją prośbą wybudził mnie artystycznej niemocy i dzięki niemu zapałałam znowu miłością wielką do mojego intymnego, artystycznego światka.

Wniosek:

Termoforki wielką moc posiadają! c.b.d.u.



czwartek, 9 listopada 2017

[272] Termoforek Minionek



Sezon na termoforki uważam za otwarty!

Potrzeba zaznania ciepełka jest tak wielka, że stare, babcine sposoby wracają do łask.
Wystarczy wrzątek i gumowy worek na korek. No tak, ale potrzeby estetyczne też trzeba jakoś zaspokoić... Bo jak tu tulić się do gumowego wora?
 Ciepło rozluźnia mięśnie i odpuszczają powoli wszelkie napięcia, nie tylko te fizyczne. Jak ktoś ma w domu jakiegoś sierściucha, to wie, że głaskanie uspokaja obydwie strony. Tu mamy podobnie, z tą drobną różnicą, iż gumowy worek na korek jest w sam w sobie spokojny już na wstępie i do tego "wkładalny" w każde miejsce. Mam na myśli to, że kota pod kapotę to ja raczej sobie nie wsadzę, bo się nieborak udusić raczy.

Tyle tytułem wstępu, bo rzeczywistość przerosła wyobrażenia o ogrzewaniu babciną metodą.
Rzeczywistość napisała inny scenariusz na termoforki. Co prawda nadal mają za zadanie ocieplać, z tym, że nie tylko ciało...
Nowy scenariusz napisało życie.
Kiedyś, dawno temu zwrócił się do mnie pewien Pan z prośbą o wykonanie takiego indywidualnego termoforka, bo przeczytał u mnie, że takie cudo ociepla nie tylko ciało obdarowanej osoby, ale także ogrzewa relacje międzyludzkie. Mój indywidualny termoforek to Potworek , więc należałoby powołać do życia coś bardziej miłego. I tak powstał "Miziaczek", bo jak to Pan określił, koniecznie musi być z "miziastej" włóczki. Zdjęcie niestety nie zachowało się, bo cyknęłam "na szybko" komórką, a potem równie "na szybko" usunęłam, oczywiście jak zawsze niechcący...

Pomyślałam sobie, że skoro "PORA NA TERMOFORA" działa terapeutycznie na ludzkość,
to należałoby tej ludzkości dostarczyć więcej przyjemności.

Zakupiłam zatem gumowy worek na korek... i czekałam, aż wena mnie najdzie.
Nie najszła, aż do czasu, gdy znalazł mnie inny Pan, który poprosił o prezentowe ocieplenie metodą na termoforka (ale to już osobny temat). I tak oto medytując nad pokrowcem, powołałam do życia Minionka:

Uważam, że nieźle wpasował się w geometrię gumowego wora.

Na plaskato wygląda tak:


Od D... strony tak:





A nabąbany to nawet podpiera ściany:












Teraz czeka, aż go ktoś przytuli...


sobota, 4 listopada 2017

[271] Dwustronna czapka




Kobieta zmienną jest! Ma chrapkę na pastele, ale czy róż, czy błękit? Trudny wybór! Postanowiłam wyjść na przeciw porannemu niezdecydowaniu, które to może zaowocować spóźnieniem do pracy i wykonać czapkę 2 w 1.
Wystarczy wywinąć i problem z głowy :)




Pomysł super!
Z tym, że trochę przekombinowany...

Mam wrażenie, że włóczka powinna być jednak nieco cieńsza, a jedna strona gładka...
Dla amatorów grubych splotów jest OK, ale dla klasyków zbyt ekstrawagancka.
Jedno jest pewne - w tej czapce nie straszne mrozy i wiatry - ocieplenie gwarantowane!

piątek, 27 października 2017

[270] Kapcie na drutach "BIEDRONKI"

Przedstawiam zmodyfikowaną wersję łopatologicznych kapci domowych:




Paputy "trzepię" praktycznie co sezon i tak jak przy czapkach hełmach wydawałoby się, że już "nic dodać, nic ująć", a tu pyk => pomysł racjonalizatorski!
To, że biedronki, to tylko taki mały pikuś, a raczej owad - one posiadają wzmocnioną/ocieploną podeszwę!
Udało się! Hurra! Zyskałam lepszą amortyzację, większą izolację i opóźnione ścieranie ogumienia, a raczej podeszwy.
Kurczę! Jak mawiał mój tato: "są tylko dwie rzeczy niemożliwe - wywrócenie hełmu na lewą stronę i otworzenie parasola w d..., nad resztą trzeba trochę popracować".

Brawo JA!



wtorek, 23 maja 2017

[269] Spóźniony beret, czyli "moja macocha jest kosmitką"

Za beret wzięłam się, jak jeszcze była szansa, że go ponoszę. No cóż...
Wydziergałam go w ekspresowym tempie, ale lata świetlne zajęło mi samo zszywanie.
Beret jest częścią integralną płaszczyka, który też czeka, aż Księżyc ułoży się w koniunkcji z Marsem, czyli za czas jakiś, jak nauczę się zaginać czasoprzestrzeń :)



Beret trochę gruby, przez to ciepły. Fajnie się układa. Tak raz na zawsze, a nie jak latający spodek.
Część plaskata o sporej średnicy, ale tak mi wyszło z obliczeń. O tym, że mogłabym z powodzeniem darować sobie jednego liścia dowiedziałam się już na finiszu, więc nie chciało mi się wracać do punktu wyjścia.

Głowa manekina ma obwód 50 cm, więc jak zamontowałam mu ten wynalazek na szczycie, to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już taki model widziałam. No tak, Kim Basinger miała podobne nakrycie głowy w filmie: "Moja macocha jest kosmitką".

No i oczywiście moja mama też :) Te berety to dopiero miały średnicę!  Kosmiczną!

A tak prezentuje się beret wcale nie wiosenny w fazie rozkładu:


Z czystej wygody nie dziergałam "na okrągło", więc musiałam "spasować" zszywanie:



Widać trochę, ale na człowieku już mniej, bo kto człowiekowi zarzuca wzrok na czuba? I to tylnego czuba?


Chciałam zrobić artystyczne zdjęcie liścia, ale gdzieś mi się ten artyzm rozmazał i patrząc na to coś poniżej należałoby skorzystać z wyobraźni. Tak, tam miał być liść!




I jeszcze jedno! W oryginale ten latający spodek jest koloru bardziej w bordo, zupełnie nie rozumiem, skąd tu się wziął ten soczysty róż? Pewnie jacyś obcy przerobili mi aparat cyfrowy!






wtorek, 11 kwietnia 2017

[268] Myszka Minnie - komplecik

Wiosenno - jesienny komplecik dla Małej Damy.


W założeniu komplecik ma rosnąć razem z właścicielką. Postanowiłam wykonać go na drutach.
Zastosowałam taki oto trick: zaczęłam dziergać dużymi drutami, a skończyłam małymi, przez co uzyskałam sztywność góry i nie musiałam za dużo oczek gubić po drodze. Ot, tak samo się zeszło :)

czwartek, 23 marca 2017

[267] Szybkie kapcie

Dostałam naturalną włóczkę, taką co to na sweter za twarda. Co z czegoś takiego zrobić?
Kapcie!

Szybko zrobione, szybko udokumentowane i szybko wstawione:

A... zapomniałabym!
Aby nie było tak szybko, to od zrobienia do wstawienia minęło trochę czasu, bo choć wszystkie wyżej wspomniane czynności zrobiłam w ekspresowym tempie, to kapcie czekały na zszycie trzy tygodnie :)