sobota, 19 stycznia 2013

[077] Broszki "Rybki", czyli powrót do przeszłości

Te "Rybki", to nie takie tam zwykłe broszki. One mają MOC!!! Co prawda tylko dla mnie i tylko MOC sentymentalną, ale zawsze...
Otóż dawno, dawno temu, gdy naszym zachodnim sąsiadem było "Enerdowo", a wyjazdy do tego kraju kojarzyły się z Eldorado - młodą studentką jeszcze będąc - zaopatrywałam się tam w super modelinę.
Nie wiem, co te Niemce do masy dodawały, ale lepienie z takiej modeliny to była czysta przyjemność.
Pamiętam mikroskopijne detale, wielkie płyty, wszystko było idealne, sprężyste, plastyczne, nie lepiło się do rąk i nie barwiło palców.
A co najważniejsze - efekty wypiekania takich cudeniek w akademickim piekarniku, zapewniały mi niezłą kasę, jak na czasy rozkwitającego kapitalizmu.

Do tej pory, gdzieś tam w kuferkach rodzinnych można natknąć się na efekty mojej pracy.

Mam zaszczyt zaprezentować Państwu trzy rybki wydobyte z przeszłości i jedną - ulepioną teraz - tę niebieską.







3 komentarze:

  1. No niezłe:) Ty byłaś studentką a ja małaym brzdącem, który uwielbiał oglądać "lato z czarodziejem" (choć już to czasy Niemców były, nie NRD), gdzie pani Magda lepiła takie piękne rzeczy z magicznej modeliny. Nasza była twarda jak kamień i traciła kolor po wygotowaniu. Więc to chyba musiała być ta niemiecka modelina z której lepiła:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naszło mnie na wspomnienia, gdy zobaczyłam w kuferku mojej mamy rybki i inne moje głupotki z lat baaardzo dawnych. Do "Enerdówka" jeździłam na SHP (Studencki Obóz Pracy, bo zaliczano nam praktyki) i jako jedyny oszołom przywoziłam głównie modelinę. Wszyscy znajomi pukali się w głowy, bo za zachodnią granicą w sklepach było wszystko to, za czym tęsknili Polacy (nikt wtedy, oprócz mnie nie tęsknił za modeliną).
    Kolejny dowód na to, "żem ja z innej bajki uciekła":)

    OdpowiedzUsuń