niedziela, 17 lutego 2013

[093] Zostałam wykopana...

... ale nie tak klasycznie (w zad, czyli tylną część siebie), tylko tak pozytywnie, z uśmiechem na ustach, przez osobę, co to radość i śmiech wzięła sobie za motto życiowe i sens istnienia.
Kasia zadała sobie trochę trudu, by mnie z Cyberprzstrzeni wykopać i nadać szlifów odpowiednich.
Zostałam zdiamentowana i teraz grzeję się w blasku chwilowej popularności.

Kasia podobnie jak ja lata świet(l)ne tamu, dzierga na wykładach.
Przypomniała mi się taka oto sytuacja: siedzę w ostatnim rzędzie auli, jakiś doktorek przynudza, wszyscy na wykładzie śpią, bądź grają w statki a ja jedyna wpatrzona w wykładowcę niewidzącym wzrokiem - dziergam pod ławką. Wtem kłębek wysuwa mi się z torby i toczy z samej góry wprost pod nogi doktorka. Robi się zamieszanie i wszyscy zaczynają odbijać kulkę, aż nici splątują studentów niczym pajęczyna. Doktorek wścieka się, robi dochodzenie, by dojść po nitce do dziergacza. A ja wtedy w akcie rozpaczy odgryzam nitkę, chowam robótkę i dołączam do szukających sprawczyni zamieszania. Uratowałam reputację, ale straciłam kłębek piękniej, czeskiej włóczki.

Sweter, który wtedy dziergałam mam do chwili obecnej, chociaż obecnie chwilowo robi za poduszkę:)
Z braku ww nieszczęsnego kłębka, zmuszona byłam dorobić do niego inny przód. Tak się wysiliłam, tak się z nim podczas tej pracy zżyłam, że nie mogłam go tak po prostu zutylizować, gdy przetarł się już na łokciach.

5 komentarzy:

  1. Bardzo ładnie wydziergane, podusia czy będzie to sweterek :)Dziękuję za odwiedzinki
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  2. Madziu, zapomniałam podziękować za wpis i Piękny romowany wiersz. Serdecznie Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu, sweterek to już z tego kiedyś był, ale żal mi było rozstawać się z tym Czerwonym Kapturkiem, to go jeszcze zamieniłam w poduszkę. Mam jeszcze jedną poduszkę, która kiedyś była sweterkiem - jest na niej Myszka Miki :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładny ten sweterek był :) Ciekawa historia. Mnie też zdarzało się zabierać robótkę na wykłady :)) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak tak patrzę na tę poduszkę, co to kiedyś sweterkiem była, to zastanawiam się, co mnie podkusiło, by akurat Czerwonego Kapturka wydziergać? Przecież ja wtedy miałam dwadzieścia parę lat na karku i o ile sobie przypominam z dumą wielką obnosiłam się po ulicach z tym Czerwonym Kapturkiem:)

    OdpowiedzUsuń