niedziela, 10 lutego 2013

[091] Hełm rycerski - reaktywacja...

... czyli nigdy nie mów NIGDY.
Podpuszczona przez córkę "wydziubałam"  z nudów czapkę hełm, by udowodnić sobie, córce i światu, że ja też potrafię. Umieściłam ją w galerii, bo nikt z domowników nie poczuł historycznej woli noszenia takowego nakrycia głowy. A potem to już posypało się lawinowo. I tak w przerwie na reklamę zajmuję się szydełkowym płatnerstwem:)


Kurczę - wychodzi mi powoli hełmowa manufaktura, w którą zostałam zapakowana przypadkiem.
Robię sobie kilkudniowe ferie bez szydełka, internetu i rycerzy. Jak wrócę to mam nadzieję, że zajmę się OFFcowymi opowieściami, które czekają gdzieś na dnie szafy w nadziei, że ujrzą w końcu światło dzienne.

3 komentarze:

  1. Piękne te czapy! Jak to się robi?
    Oprócz przepięknych dzieł do oglądanie jest jeszcze co poczytać. Oj, uśmiałam się.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:)
    Czapy robi się "na okrągło", szydełkiem. "Grzebień", "pióropusz" (czy jak to zwał), w zależności od upodobania - dłuższe, bądź krótsze. Przyłbicę dziergam na drutach. Potem resztę dopasowuje się, w zależności od okoliczności. Jak ktoś ma długą kichawę, to musi sobie guziki sam przesunąć:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ekstra czapa!

    OdpowiedzUsuń