poniedziałek, 25 marca 2013

[106] Makrama i szajbalala

Tę bransoletkę wykonała moja córka jakieś osiem lat temu...

... kiedy jeszcze nikt nie myślał o Shamballach i temu podobnych makramowych cudach. A jednak sznurkomania znana jest od wieków...
... a wieki jakieś temu ja też odkryłam magię plątania.
Najpierw były to węzły żeglarskie, ratunkowe itp. Gdy wpadła mi w ręce książka "Makrama" - to zaczęło się szaleństwo.



Szaleństwo na miarę tych trudnych, siermiężnych czasów. Chęci miałam przeogromne, poradnik przestudiowany, tylko z materiałem krucho.



 Gdy opowiadałam o tym córce, to nie mogła uwierzyć.
- Jak to, głupiego sznurka nie było? - pytała
- Był ocet, reszta na kartki, a sznurek sprzedawano w sklepie dla rolników i tylko tym, którzy mieli snopowiązałkę.  Ale dla chcącego nic trudnego.  Zdobyłam belę sznurka, śmierdzącego jak stado skunksów po wizycie w pralni chemicznej i ostrego jak wata szklana. Wywietrzyłam, powyrywałam wystające drapacze i zabrałam się do dzieła. Powstawały z niego kwietniki, dywaniki i inne dziwne, siermiężne ozdoby. Ale najdziwniejszym dziełem, na jakie się zdobyłam to makramowa zasłonka koralikowa na drzwi, wykonana z dratwy i paciorków wydłubanych z trzech starych, drewnianych liczydeł.


Moje dziecko na podstawie tej samej książki wykonuje już inne rzeczy. Niby metoda ta sama, ale sznurki już jakby ładniejsze. Zupełnie inaczej działają na wyobraźnię. No tak... ja nie wpadłam na to, by zrobić bransoletkę ze sznurka do snopowiązałki:)

5 komentarzy:

  1. Pamiętam kartki, nawet na obuwie. A zaplatania makram uczyłam się na przedmiocie zwanym "prace ręczne" :) Zresztą wiele mozna było się wtedy na takich zajęciach nauczyć, nawet stukania młotkiem :)
    Bransoletka makramowa super. Pozdrowienia i wyrazy uznania dla Córki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego nie ma teraz w szkole prac ręcznych???!!!
      Nie każdy ma to szczęście wychowywać się w rodzinie manualnie utalentowanej, bądź być zaprogramowanym genetycznie w kierunku artystycznym, technicznym, czy kulinarnym.
      Ja na "pracach ręcznych" szyłam pościel ściegiem płaskim, kisiłam kapustę i zbijałam karmnik dla ptaków (po kolei rzecz jasna).

      Wyrazy uznania przekazałam córce i w Jej imieniu dziękuję.

      Usuń
  2. Ja też mam książki od mojej Mamy, która też się bawiła trochę. Jeszcze makramy nie okiełznałam, ale już mam chęć, a to dobry początek. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Plątanie sznureczków rozwija wyobraźnię. Ja i córka mamy opanowane wszystkie węzły żeglarskie i tak po prawdzie potrafimy sznurkiem połączyć wiele elementów bez użycia gwoździa.
    A jeśli to plątanie wychodzi nam niekiedy artystycznie, to już sama przyjemność...

    Gorąco polecam lekturę makramy. Na początek można rzucić na warsztat pasek sznurkowo - koralikowy. Taki letni, indiański.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczna jest bransoletka:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń