niedziela, 18 sierpnia 2013

[147] Wspomnienie spodni z Pewexu

Świetny czas i miejsce na wspomnienia. Siedzę sobie pod gruszą, relaksuję się, piję spokojnie kawkę i ... robię porządek na komputerze:)
Jakiś czas temu moja mama robiła porządek w szafie, a raczej w takim jej zakamarku, gdzie stało pudło, do którego od lat nikt nie zaglądał. W pudle tym odnalazłyśmy: moje dłuta, szydła do gobelinów, tamborki, kanwy (itp. itd). Najdziwniejszym znaleziskiem były kapciochy szydełkowe (takie stylizowane na mokasyny indiańskie, naszyte na tenisówki, makramowa sowa (wielki gobelin na ścianę) i ... moja pierwsza spódnica!
No dobra, nie taka pierwsza, bo pierwszą spódnicę uszyłam jak miałam chyba 12 lat i była to hipisowska kieca na gumce, ręcznie farbowana, uszyta z tetry. Ta kieca, którą teraz prezentuję...

... uszyta była z nowego kuponu materiału, wystanego w dłuugiej kolejce i z moich "pewexowskich" spodni, zakupionych za dewizy:)
Pamiętam, że mama nie była zadowolona, gdy zaprezentowałam Jej mój ciuch autorski, bo miała inną wizję na zagospodarowanie takiego pięknego kuponu materiału. No cóż, nie tyle konflikt pokoleń, ile międzypokoleniowa różnica zdań na temat mody (przerabiam to obecnie ze swoimi dziećmi). A wracając do spódnicy...
... niby kolorowa szmatka, której jakoś nie widać na zdjęciach sprzed lat, a uruchomiła taką kaskadę wspomnień, że reszta sprzątania została odłożona na dzień następny. Przypomniałam sobie emocje, które towarzyszyły mi przy szyciu. Miałam wtedy 18 lat i w końcu swoją prywatną maszynę - nówkę nie śmiganą. Czułam potrzebę stworzenia czegoś, co nie byłoby jak zawsze przeróbką ze starych, poprutych ciuchów. W szafie miałam tylko ten nowiuśki kupon materiału w kwiatki. Wzrok mój padł na zniszczone spodnie jeansowe z Pewexu. Portek za dolary się nie wyrzuca, to przerobiłam je na krótkie i nadałam im nowe życie, a z nogawek powstał karczek do spódnicy.
Minęło prawie trzydzieści lat... mokasynki ze starego pudła rozleciały się, inne sprzęty, które przetrwały, przechwyciło młodsze pokolenie, a ja nie mogłam sobie odmówić przyjemności, by wbić się w magiczną spódnicę sprzed lat - ciuch, który zapoczątkował moją przygodę z modą i jak to się teraz ładnie mówi - był prekursorem wszystkich innych kolekcji, stworzonych na mojej pierwszej, nowej maszynie do szycia!

Muszę  jeszcze raz przejrzeć wszystkie albumy sprzed lat, może gdzieś tam w archiwach jest zdjęcie mojej pierwszej spódnicy... póki co zdjęcie obecne...


3 komentarze:

  1. Fajne znalezisko;)
    pozdrawiam
    www.wloczkiwarmii.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach te wspomnienia, farbowane spódnice z pieluszek tetrowych :)... faktycznie posiadanie kawałka materiału w kwiaty, to było coś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To były czasy, gdy większość kolorowej młodzieży poubierana była w tetrę, flanelę, bądź bawełnę z ruskich prześcieradeł - wszystko elegancko poszyte przez babcie lub mamy. Przypomniało mi się, że mama wtedy uszyła mi przepiękne spodnie "pumpy" z niebieskiego aksamitu. Materiał wydębiłam od ciotki - wcześniej służył, jako zasłony:)
    Umiejętność szycia na maszynie to była konieczność - jak ktoś chciał się "wyindywidualizować się z rozentuzjazmowanego tłumu" :)

    OdpowiedzUsuń