piątek, 29 listopada 2013

[163] Był sobie sweter...

Ano był sobie kiedyś taki sweter:

Włóczka gruba, ciężka, składająca się z luźnego splotu sześciu nitek: bawełny, wełny i akrylu.
Pod żadną kurtkę toto nie wchodziło, a do samodzielnego wystąpienia jakoś okazji nie miało.
Wzięłam toto na warsztat, sprułam przody i rękawy i przerobiłam na to:





Wszyłam zamek, zwęziłam rękawy, z których zrobiłam kołnierz. Może teraz swetrzysko będzie częściej w użyciu, zanim ponownie dorwę i przerobię na kapcie:)




5 komentarzy:

  1. Sweterek dla ciepłolubnych, takie też mają prawo do życia, choćby i drugiego :) Bardzo fajnie go przerobiłaś, podziwiam! Ja nie cierpię przerabiać czegokolwiek, chyba że mnie wena przeróbkowa dopadnie. A kapci to by z niego sporo wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie przerobiłaś:) Ja też lubię poprzerabiać ale takich włóczkowych rzeczy to nawet nie tykam, wyższa szkoła jazdy dla mnie dlatego podziwiam zdolności:)

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym przypadku zaistniała tzw. konieczność wyższa. Jakbym nie przerobiła, to nadal leżałoby sobie swetrzysko w szafie i czekało na ten jeden dzień w roku, kiedy to wietrzę garderobę na grzbiecie własnym, by nie okazało się, że sezon minął, a ciuchy przeleżały:) A mam kilka takich pozycji, z którymi nie mogę rozstać, a okazji do noszenia mało. Czekają na swoje drugie życie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Drugie życie swetra bardzo udane. Podziwiam pomysłowość. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń