środa, 18 września 2013

[152] Cookie Monster

I to nie jeden, ale kilka!
Miałam w zapasie włóczkę, do której przez dłuższy czas nie mogłam wymyślić robótki.
Inspiracja, jak zwykle przyszła od młodszego pokolenia.
Siedziałam kiedyś czas jakiś dłuższy, gapiąc się bezradnie z tępym wyrazem twarzy na błękitne włochate motki. Już miałam wsadzić je z powrotem do pudła, gdy Dziecię moje młodsze przechodząc obok rzuciło ot tak od niechcenia:
- A z tego niebieskiego, to tylko Ciasteczkowe Potwory ci wyjdą.
No i wyszły!
Najpierw mały...

...potem większy...

...aż w końcu największy:





Jak tamte pożerały przy okazji ciasteczek telefony, to ten pożera już człowieka :)



czwartek, 12 września 2013

[151] Muffinki

Słodkie czapeczki dla słodkiej Babeczki!



Tym razem zainspirowana wypiekami córki - postanowiłam zaryzykować i stworzyć coś na podobieństwo.
Przed przystąpieniem do pracy, wiedziona doświadczeniem, wrzuciłam w wyszukiwarkę hasło: "Czapka muffinka". I co? A to, że o oryginalność w tłumie trudno :) Albo inaczej - jest gdzieś tam w świecie jakaś bratnia dusza, która myśli podobnie :) No cóż, prochu to ja już chyba nie wymyślę, nie nazwie nikt moim nazwiskiem żadnej nagrody w dziedzinie np. "Rękodzieło" i z tego powodu nie będę sobie rwać z głowy resztek farbowanych włosów.  Grunt, że frajda z tworzenia jest i nikt po sądach mnie nie ciąga za prawa autorskie - to sobie poczynam.
A jak już przy prawach autorskich jestem - zawsze mam problem, gdy ktoś mnie poprosi o namalowanie np. Pingwina z Madagaskaru, czy logo jakiegoś zespołu. Nie jest to akcja skierowana na wielki zarobek, wiadomo (raczej zwrot kosztów -> materiały + czas poświęcony), każdy twórca chce się zmierzyć z legendą i mieć na koncie np. swojego Kaczora Donalda, Potwora Ciasteczkowego, czy logo zespołu Queen.
I co? Odpuścić? Czy sprawić sobie radość tworzenia a potencjalnemu nabywcy radość noszenia?
Odłożę ten problem na półkę i pokażę mufiinki z góry:




Wiem, wiem  - są mocno przelukrowane...

poniedziałek, 9 września 2013

[150] Okładka na ineks PAN DA

Jak to bywa w szerokim świecie cyberprzestrzennym - człowiekowi zdaje się, że jest taki oryginalny... dopóki nie wpisze  w wyszukiwarkę nazwy przedmiotu, który właśnie stworzył.
Uczyniłam ja kiedyś za namową córki, studentki okładeczkę na ideksik z pandeczką.
Ot takie coś:


 I takie też:






Długo nie zdążyłyśmy się pocieszyć naszym pomysłem, bo radość świętowania zgasiła młodsza latorośl, przynosząc nam pod sam nos grafikę Google. Ot, magia Internetu! Kiedyś o oryginalność było łatwiej - wystarczyło, że nikt we wsi nie posiadał drugiej takiej samej rzeczy i już można było się chwalić swoim niepowtarzalnym pomysłem:)

Miałam czas na ochłonięcie i z pełną świadomością, że nie jestem już taka pierwsza (ale i nie taka ostatnia), popełniłam ja sobie kolejną pandę:




Światło z lampy odbiło się od białej  farby i panda "daje po gałach" odblaskiem:)

wtorek, 3 września 2013

[149] Eko torby

Taśmowo poleciałam z tymi torbami. Niektóre rysunki powieliłam, niektóre świeżo wykombinowałam. Ot, tak, by pędzle nie schły, czekając na swoją kolej :)



niedziela, 1 września 2013

[148] Rasta beret

Wydziergałam RASTA beret:


Zajrzałam do pudła z pojedynczymi motkami i tak jakoś włóczka ułożyła mi się sama w jamajskich kolorach.


Nie mogłam sobie odmówić przyjemności sprawdzenia wzoru, który kołatał mi się po głowie już od pewnego czasu. Wzór ten na roboczo i na swoje potrzeby nazwałam "rura od odkurzacza", bo tak samo się rozciąga.
Oto przykład:



Wyszedł mi pojemny berecik na dredy:)