poniedziałek, 28 października 2013

[157] Śmierć Szczurów na torbie

Ta torba powstała "przy okazji".


Początkowo, na prośbę córki miał to być malunek na koszulce... ale że chwilowo koszulek brak, to powstał na torbie. Prawie taki, jak sobie córka życzyła. Prawie, bo po sprzątnięciu całego bałaganu, zaprasowaniu i obfotografowaniu, palnęłam się w głowę, że wąsisków nie namalowałam :)


Zatem wąsiki już  muszę domazać pisakiem do tkanin.

Córka jest fanką Terry'ego Pratchetta i już jedną Śmierć Szczurów posiada.
A tu parę cytatów z "Kosiarza":

 A więc to prawda. Istnieje życie po śmierci. I jest takie samo. Ja to mam pecha.

Im dalej uciekasz, tym bardziej się zbliżasz.

Każdy dzień ciągnie się przez całe wieki, co jest dziwne, ponieważ dni – w liczbie mnogiej – mijają w pędzie.

Kiedy widzę, co życie robi z ludźmi, to Śmierć wcale nie jest taki najgorszy.

Mówił, że jest śmierć i podatki, ale podatki są gorsze, bo śmierć przynajmniej nie trafia się co roku.

Starsi magowie wiedzą, że właściwym celem magii jest tworzenie piramidy społecznej, gdzie na samym szczycie znajdują się magowie, zjadający obfite posiłki.

czwartek, 24 października 2013

[156] Kolorowo

Kolorowo i wesoło.
Miałam sznur koralików nakrapianych i oczywiście żadnego pomysłu na ich zagospodarowanie. Jak to przeważnie bywa - inspiracja  przyszła niespodziewanie - wygrzebałam je, pędzikiem ponawlekałam na gumkę i uważam są to właściwe koraliki, na właściwym miejscu.


A tu, że się tak wyrażę: "pierwsza lepsza", wrzucona na życzenie Pauliny Ma.



Niby drobne prace ręczne na poziomie zajęć plastycznych rodem z przedszkola, ale jaki efekt terapeutyczny!
Zrobiłam coś, co mnie relaksowało! A jak robiłam, to oko cieszyłam, duszę czyściłam, myśli uwolniłam...
i pomyślałam sobie przy okazji, że chociaż nie bawię się w tzw. CANDY, to mogę tą drogą zareklamować hiper uzdolnioną malarkę koszulkową (i nie tylko).
Aga Krycha, właścicielka kilku pędzli i bloga http://malowanki-krychy.blogspot.com/ właśnie ogłosiła:


Warto zajrzeć, zastosować się do paru punktów i liczyć na szczęście w losowaniu!

piątek, 18 października 2013

[155] Jaspis





Nazwa Jaspis wywodząca się z greckiego słowa oznaczającego “cętkowany kamień”
bardzo dobrze określa jedną z ciekawszych odmian chalcedonu.

Jaspis, zbudowany z chalcedonu i kwarcu z domieszkami innych kryształów,
takich m.in jak magnetyt, hematyt czy mangan jest kamieniem ozdobnym.


Kamień ten występuje w wielu odmianach i kolorach, dzięki czemu zawsze jest niepowtarzalny i wyjątkowy.
Nie cechuje go jeden wzór czy barwa – każdy może w nim znaleźć coś dla siebie.
W zależności od koloru i domieszki innych minerałów, rozbudowuje się również nazwę Jaspisu.
Kamień ten ma nie tylko właściwości zdobnicze, ale i duchowe.  
Ma on moc pochłaniania negatywnych energii, uwalniania umysłu od działania stresu,
pomagający przezwyciężać lęk, oczyszczający aurę, duszę i harmonizujący naszą życiową energię.

Jaspis pomaga także we wzmocnieniu układu odpornościowego, jest dobrym talizmanem,     
który poprawia humor i rozjaśnia umysł.

Bardzo pozytywny kamień, idealny dla takich znaków zodiaku jak:
Barany, Skorpiony, Panny czy Bliźnięta.


Do zrobienia kompletu użyłam grubej sieczki jaspisu. Na plecionym rzemieniu umieściłam bryłki kamienia i koralików:




A bransoletka wyszła z nawlekanych kamieni. Taka prostota z epoki Kamienia Złupanego :)




czwartek, 10 października 2013

[154] Kapturo - szalik...

... albo jak kto woli - szaliko - kaptur.


Jako zagorzała zwolenniczka funkcjonalnych rozwiązań, kładę nacisk na połączenie wygody z estetyką.
Co do ocieplaczy sezonowych, to tkwi we mnie traumatyczne wspomnienie z dzieciństwa, gdy wraz z nastaniem pierwszych chłodów, zaczynały się coroczne problemy z garderobą. Okrzyki rodzicielki: "gdzie podziałaś czapkę/szalik/rękawiczkę?" były na porządku dziennym. A muszę przyznać, że rodzicielka moja na każdy sezon przygotowywała mi kilka własnoręcznie wydzierganych kompletów. Wiosną dochodziło już do tego, że nosiłam tzw. "przegląd szafy", czyli co aktualnie miałam na stanie. Pamięta ktoś rękawiczki na sznurku? Mój tato żartował, że dla mnie specjalnie należy przyszyć sznurek do szalika, a ten do czapki. Zgubienie tak skonstruowanego zestawu stało się, co prawda niemożliwym wyczynem, ale zawiśnięcie na drzewie, bądź płocie, to już bardziej wykonalnym zadaniem (z tych samych mało funkcjonalnych przyczyn, nie byłam zwolenniczką wszelkich kiecek)
A wystarczyło wymyślić taki szaliko - kaptur i po problemie :) Dobrze  omotany wokół szyi, nie przeszkadza, a nakrycie głowy samo się pilnuje właściciela!



Fryzury toto nie przyklapie, ociepla szyję, chroni od zdradliwych podmuchów wiatru w kark i co najważniejsze - po wejściu do autobusu - jedną ręką można zsunąć nakrycie głowy i nie martwić się, gdzie upchnąć czapkę.



Jak widać przeżycia z dzieciństwa tak ukształtowały moje pomysły twórcze, że powoli staję się specjalistką od szaliko - kapturów.


Jak tak mozolnie dziergałam sobie kapturo - szalik, to pomyślałam nawet, by zakończyć go rękawiczkami. Ale to byłaby już przesada. Wyobraziłam sobie takiego ludka, co to siedzi skulony z zimna na trybunie stadionu, opatulony szalikiem, na głowie ma wciśnięty cieplutki kapturek, na rączkach rękawiczki zintegrowane z szalikiem. Siedzi tak sobie i mecz ogląda. Wtem nasi strzelają bramkę, ludek zrywa się skacze, wrzeszczy i robi wymach rękami tak zamaszysty, że odcina sobie dopływ tlenu, gdyż szaliczek ciut za bardzo opatulił mu gardziołko.
Czasem pomysły racjonalizatorskie należy wizualizować, by nie napędzić sobie dodatkowych kłopotów :)
Zatem pozostaję przy szaliko - kapturach/kapturo - szalikach, bo one są już sprawdzone przez całą mają rodzinkę i znajomych.

PS
Z racji braku modela, tudzież fotografa (bo do tanga trzeba dwojga), na życzenie Agi Krychy odgrzebałam jedno, stare zdjęcie w kapturoszaliku. Jak uda mi się skompletować tandem w postaci modela i fotografa, to postaram się pokazać, jak moje wyroby układają się na "nosicielu".



piątek, 4 października 2013

[153] Swetrzysko

Co można zrobić z włóczki, która już sama w sobie jest ozdobna?

Poszaleć z wzorami to raczej się da. Gdy do tego dojdzie tzw. "niemoc twórcza", to nie pozostaje nic innego, jak poddać się łopatologii stosowanej. Filozofia ta jest mi bliska zawsze wtedy, gdy muszę umysł zaprzątnąć do bardziej logicznej pracy. I tak powstaje niewidoczna strefa podziału: rozum działa sobie, a łapki sobie.

Efekt działania łapek przedstawiam poniżej:





A efekt ćwiczenia mózgu, mam nadzieję będzie wymiernie widoczny i odczuwalny:)

PS
Z logicznej dedukcji wyszło mi, że swetrzysko zostało wykonane przez bezmózga, który się jeszcze pod tym podpisał.
Zatem przy następnej łopatologicznej pracy nakładać będę na głowę czapkę ze zwojami mózgowymi, by przynajmniej pozory jakieś stwarzać.