poniedziałek, 29 grudnia 2014

[206] Wykończyłam lisa!



Udało mi się wykończyć lisa!
A było to tak:
— Ałć! Zaatakował mnie lis — krzyknęłam z drabiny, gdy pacnęła mnie w głowę paczka z rudym wkładem.
— Jak to zaatakował lis? — zainteresowało się Dziecię moje — w domu?
— Zapomniałam go wykończyć, wcisnęłam na samą górę szafy, to teraz mnie zaatakował. Muszę się za niego zabrać, zanim zrobią to mole…
No i zabrałam się! Wszystkie elementy wydziergałam dawno temu, wystarczyło tylko je pozszywać.
Tak wygląda teraz wykończony lis:


Jest cieplutki, milutki, leciutki i RUDY!




Wersja bez zawiązywania, tylko na zaczep:










wtorek, 23 grudnia 2014

[205] Życzenia Świąteczne

"Niebo - Ziemi. Niebu - Ziemia. Wszyscy - wszystkim ślą życzenia..."

Ślą te życzenie, oprawiają je w piękne, okolicznościowe zdjęcia z robótkami, ozdobami...
A ja wszystko, co świątecznego zrobiłam, popakowałam i nie mam teraz czym podeprzeć tych swoich życzeń.
Zostały mi ino te pierniczki, zdobione przez Latorośl, więc cyknęłam im fotkę, by klimat i aromat wprowadzić...



Życzę mnóstwa prezentów wszystkim znajomym z cyberprzestrzeni i nieznajomym, których jakiś "klik" zbłąkany przekierował w moje skromne cyberprogi. Prezentów materialnych, namacalnych, złożonych pod choinką, jak i tych niespodziewanych, od losu. Dużo uśmiechu, życzliwości i radości wyniesionej ze spotkań towarzyskich. Oby magia Bożego Narodzenia przetrwała w nas jak najdłużej!

wtorek, 16 grudnia 2014

[204] Pokrowiec na termofor - Biedronka

Oszalałam na punkcie ubranek na termofory, po czym wena mi uleciała. Leżały sobie te golce gumowe smętnie i już myślałam, że lato je zastanie, gdy wzrok mój padł na kłębek grubej, czerwonej włóczki. W sam raz na mały sweterek. Może być sweterek na termoforek.
I tak powstała BIEDRONKA:

Do góry brzuchem biedronka wygląda tak:

Idąc dalej tym tropem/fasonem, mogę wymodzić różnego rodzaju żuczki, stonki, chrząszcze itp.
Tylko, kto przytuli takiego żuczka gnojarka, na przykład, nawet jeśliby emanował ciepełkiem wewnętrznym i powalał swą żuczą urodą?

Lubię ciepełko. Ciepełko leczy nie tylko ciało ale i ducha. 
Śmiem wysnuć nawet tezę, że termoforek ociepla stosunki międzyludzkie.
- A jak? - zapytacie
- Ano prosto. Obdarowuję przezabawnym termoforkiem osobnika ludzkiego, który sięga po niego, gdy mu zimno, smutno i źle trawiony jakąś kontuzją, choróbskiem, czy zwykłą jesienną chandrą. Osobnik przytula sobie taki termoforek na bolące miejsce (nie bardzo wiem gdzie przykłada, gdy boli dusza ale to już jego sprawa) i po chwili radośnie wspomina  o darczyńcy, czyli o mnie.
I co? Działa!
No, chyba, że osobnik źle dokręci korek i się poparzy. Wtedy lepiej w komplecie dawać wkład chłodzący (w jakimś gustownym ubranku, oczywiście), by nadmierne ocieplenie (miejsca, nie stosunków) nieco ochłodzić.


piątek, 12 grudnia 2014

[203] O Rycerzach i ich hełmach raz jeszcze

Ileż można pisać o hełmach?
Tym razem skupię się nie na samych hełmach, ale na osobach, które je noszą.
Nie wiem co jest fenomenem popularności tych czapek, które podbijają internet od kilku sezonów, ale wiem jedno - ludzie, którzy je noszą muszą być bardzo pozytywnie zakręceni. Trzeba mieć dystans do siebie i do otaczającego świata długości pasa startowego dla boeing'a, trzeba posiadać chęć wyindywidualizowania się z rozentuzjazmowanego tłumu. Trzeba w końcu mieć odwagę, graniczącą niekiedy z szaleństwem, by taką czapę przywdziać! I takich szalonych ludzi cenię. Dla takich szalonych ludzi uwielbiam tworzyć i może dlatego nie znudziło mi się to dzierganie.
Czapki są podobne do siebie aż do znudzenia, właśnie. Na szczęście dla mnie, nie posiadam żadnych gotowych wzorów do odrabiania. Cały plan, jak dziergać czapkę, wyświetla mi się w głowie na bieżąco, gdy tylko sięgam po włóczkę, dlatego chyba jeszcze nie popadłam w męczącą rutynę.

Sama kiedyś, w czasach jeszcze (o Matko Polko, kiedy to było? Za komuny? Czy ja taka stara już jestem?!) jakby nie było odległych, należałam do ludzi, który idą pod prąd i nie straszne im wystawanie z szeregu.
Obecnie czas mnie trochę utemperował, okoliczności obiektywne wymusiły pewien styl bycia i zachowania, a jedyne szaleństwo, któremu mogę się poddać bez konsekwencji, jest szaleństwo tworzenia szalonych rzeczy, właśnie :)

Już widzę tę konsternację na twarzach, gdy wchodzę do sali konferencyjnej w hełmie z włóczki, wyjmuję komputer z dzierganego pokrowca, a telefon z krokodylowego etui. Mam na sobie koszulkę ze szczurem . Jedynie szef mój turlałby się ze śmiechu, reszta padłaby trupem. No może nie wszyscy, znalazłoby się kilka osób, które wydziobałyby sobie dziurę w głowie, pukając się w czoło i jeszcze kilka, które zadzwoniłyby po pogotowie :)
Praca to nie miejsce na happeningi!
Ale happeningi w postaci szalonych robótek, które idą w świat, to już... poważna praca:)


A wracając do hełmów.
Zmuszona obiektywnymi okolicznościami (brak włóczki na rynku), wydziergałam takie oto coś:


I tu moje pytanie:
- który hełm jest fajniejszy, ten wyżej, czy ten niżej?


Życzę wszystkim odrobiny szaleństwa w poważnym życiu, szalonych pomysłów i miłych wspomnień z ich realizacji!

poniedziałek, 8 grudnia 2014

[202] Brązowy kubraczek

Kubraczek powstał przy okazji, czyli z potrzeby zajęcia czymś rąk podczas oglądania telewizji.
Zawsze pod fotelem, w koszu leży jakaś dyżurna robótka, łopatologiczna, nie wymagająca uwagi szczególnej, czyli taki dodatek do Faktów, czy innych Wiadomości. Tym razem padło na poprutą włóczkę boucle z dodatkową, brązową nitką. Nie miałam pojęcia, na ile mi tej kombinacji włóczki starczy, więc postanowiłam robić "od góry", wykończyć rękawy i dalej lecieć w dół, aż do ostatniej nitki. Na szczęście nitka skończyła się we strategicznym miejscu, czyli w okolicach pasa.
Tak oto powstał kryzysowy, brązowy kubraczek:


Kubraczek bez zapięcia, za to z ozdobnymi, "warkoczowymi" plisami. Poszerzałam cyklicznie po bokach, tak, by uzyskać trapezowy fason:

Zapięcie zrobiłam z dwóch ozdobnych guzików i pętelki. 

sobota, 6 grudnia 2014

[201] Jak zrobić czapkę na drutach - odsłona 3

Ten rodzaj czapek wymyśliłam specjalnie dla siebie i jest to jeden z niewielu wzorów, w którym mogę pokazać się światu. Nie cierpię czapek, źle w nich wyglądam, ale perspektywa przewlekłego zapalenia zatok, zmusiła mnie do nakładania ocieplaczy na głowę.


Wszystkie czapki dziergałam "na czuja" tak, jak zawsze mam to w zwyczaju, więc nie posiadam żadnego gotowego przepisu.
Chcąc napisać jako taki wzór, musiałam złapać ponownie druty i na bieżąco dokumentować moje poczynania.
Czapka, którą teraz wydziergałam, prezentuje się tak:


Użyłam włóczki Mimoza firmy Opus - jest to akryl 100g/330m. Druty na żyłce nr 3,5. Zużyłam jeden motek (tak mi się wydaje, bo nitkę do warkoczy dobrałam z drugiego motka).

Najpierw dzierga się opaskę z podwójnej nitki, składającą się z dwóch potrójnych warkoczy i w tym celu należy nabrać na drut 24 oczka: 1 o.brzeg; 1 o. lewe; 9 o.prawych; 2 o. lewe; 9 oczek prawych; 1 o. lewe; 1 o. brzegowe. Warkocze należy robić symetrycznie, wtedy wzór prezentuje się ładniej. Jeśli ktoś chce mieć plisę węższą, to można pokusić się o warkocze z 6 oczek, albo warkocze podwójne. Jak kto lubi...
Opaskę taką też robimy tak długą, jak nam pasuje - czyli przylegającą do obwodu głowy.
Moja opaska miała 48 cm. Po zakończeniu, jedną nitkę odcinam, a drugą nabieram oczka wzdłuż plisy, tak, jak na obrazku:


Z boku utworzyły się nam 64 duże oczka, więc jedno takie grube oczko, to dla nas dwa oczka do nabrania - najpierw przewlekam nitkę przez tylne oczko, a później przez przednie - tak jak na obrazku poniżej:

Dalej robimy jedną nitką, więc przez tylne oczko (na rys. nr 1) przewlekamy sobie nitkę drutem (jak ktoś woli to może przewlec szydełkiem i umocować oczko na drucie), potem manewr powtarzamy przy oczku przednim (na rys. nr 2).



Tym sposobem uzyskuję 128 oczek.
Teraz czas na "blachę falistą". Na lewej stronie robotki robię same prawe oczka, a na prawej same lewe - tak prze 7 rzędów (część wypukła), potem zmiana - 7 rzędów (część wklęsła), zmiana 7 rzędów (część wypukła), 7 rzędów (część wklęsła), 7 rzędów część wypukła.
I teraz zaczyna się zwężanie - w tym celu pierwszy rząd części wklęsłej spokojnie przerabiamy na prawo, drugi rząd, jak leci oczka lewe i dopiero w trzecim rzędzie po przerobieniu 1 oczka brzegowego, przerabiamy 2 oczka razem na prawo, 12 oczek prawych i 2 oczka razem na prawo - i tak do końca. Lewa strona robótki, czyli 4 rząd - jak leci. W 5 rzędzie nad zebranymi oczkami nadal zbieramy 2 razem na prawo. Tak samo robimy w 6 rzędzie.
Według schematu jak na zdjęciu:


Część wypukłą robimy spokojnie, dopiero w kolejnej wklęsłej części ponawiamy spuszczanie oczek, teraz już co 9 oczek.

Mam wrażenie, że schemat to lepiej pokaże, niż ja opiszę :)


Końcowa praca wygląda tak:


Aby zakończyć górę czapki należy pierwsze oczko przewlec przez wszystkie oczka z lewego druta, a potem zszyć ładnie brzegi.


Czapka z tyłu wygląda tak:


A na płasko już gorzej:)


Wzór jest oczywiście poglądowy, można sobie swobodnie go modyfikować. Moja rada jest taka - druty i warkocze dobrać tak, by ścieg był bardzo ścisły. Lepiej się trzyma taka plisa głowy. Na blachę falistą radzę wziąć druty odrobinę większe, bo wtedy ten "worek" lepiej się układa. Warkocze koniecznie robić podwójną nitką, a resztę pojedynczą - inaczej nie ma efektu. Proszę mi wierzyć - jest to model wypróbowany:) Co do spuszczania oczek - ja podałam tylko szacunkową liczbę oczek - można sobie podzielić robótkę na większą ilość części, wtedy tył zejdzie się "na styk". Też ładnie, gdy się nie marszczy na środku. Można też pominąć "blachę falistą" i zrobić sobie jakimś innym wzorkiem.
A i jeszcze jedno!
Czas!
Ja czapkę robiłam "z doskoku" więc tak szacunkowo licząc plisa ok. 1,5 - 2 godz; góra ok.2 godz. 
Nawet lekko licząc 5 godzin na czapkę - proszę sobie policzyć roboczo - godzinę po 8 zł, wychodzi mi, że koszt mojej pracy to 40 zł. Doliczę włóczkę - ok. 10 zł. Wyszło mi, że moja czapka powinna kosztować 50 zł. W sieciówce na wyprzedaży dostanę czapkę za 2 dychy, więc....

  miłej zabawy życzę :) Nie ma to jak rękodzieło!!!

Wzory na inne czapki opisałam tu i tu

niedziela, 23 listopada 2014

[200] Ubranko na termofor

Szaleństwa ciąg dalszy. Wyrabiając resztki włóczek - tworzę świąteczne prezenty.
Pomysł w samą dychę!
Sezon grypowy, ludziska garną się do ciepła. A co jest najlepszym i najszybszym ogrzewaczem (oprócz psa i kota, oczywiście)?
TERMOFOREK!
Bo kto nie posiada żadnego zwierzaka, a w łóżku sypia sam, ten może cierpieć na syndrom niedogrzania.
Od wieków ludziska dogrzewali się wszystkim, co dorwali. Kiedyś takie ustrojstwo nazywało się SZKANDELA (serio - o historii dogrzewnictwa przeczytałam TUTAJ
Brzmi to jak jakieś narzędzie tortur. Pozostawione na dłużej w łóżku dziurę w posłaniu uczynić może. O przytulaniu zapomnij:)
Nie to, co poczciwy, gumowy termoforek...



Pomyślałam sobie, że termoforki, to gadżety akurat na czasie, więc ubieram te golizny gumowe w milusie opakowania. Zostały mi jeszcze dwa ogrzewacze, włóczka jakaś też się znajdzie, tylko (o dziwo!) gorzej z pomysłem. Nie chcę robić takich opakowań - sweterków, inspiracji mi brak, więc ogłosiłam przerwę w produkcji i zajęłam się innymi projektami. Jak mnie natchnie, to ruszę do pracy z energią. Nic na siłę...

Póki co, prezentuję Ciasteczkowego Potworka od (d...) tzn. tyłu strony:


piątek, 7 listopada 2014

[199] Termoforek - Potworek

Idą chłodnie dni. W takie dni najfajniej jest zakopać się pod kocyk, z dobrą lekturą, kubasem ciepłego naparu i cieplutkim termoforkiem.
I tu do pełni jesiennego relaksu zabrakło mi odrobiny estetyki. Wszystko cieszy oko - cieplutkie, dziergane skarpety, kubas ręcznie malowany, patchworkowy kocyk i... obleśny, gumowy termofor!!!

Wyjęłam pudło z resztkami włóczki i wydziergałam Potworka:



Włóczka paskudnej urody, więc aby się komponowało - brnęłam w tym klimacie. Potworek jest tak brzydki, że aż uroczy:)


Gały mu dyndają i gdy tak sobie leżymy, mam dziwne przeczucie, że jak bym go nie ułożyła, to zawsze podgląda, co czytam.
Nawet, jak walnę Gadzinę na brzuchu, to też łypie gałami.


Mam jeszcze kilka termoforów, ale zanim zabiorę się za obszywanie, to muszę bardziej przemyśleć, w co je ubrać, bo taki "spontan" bywa czasem niebezpieczny. Dziecię moje stwierdziło, że nie wie, czy odważy się zabrać "Toto" do łóżka, bo się durnie uśmiecha, ma rozbiegane gały i tak w ogóle jest podobny z mordy do niczego. A kolorek też jakiś taki...

Ale za to jaki ciepły!!!Wolę takiego Potwora, niż łysego, gumowego termofora!

Udowodniono naukowo, że ciepło leczy. Zatem mój termoforek potwornie grzeje i "upiornie" relaksuje :)
Więcej o zaletach leczenia ciepłem z termoforka można przeczytać na tej stronie:
https://drogadosiebie.pl/zdrowie/termofor/

czwartek, 30 października 2014

[198] Gruby, granatowy sweter

Moje wybredne i wiecznie marznące dziecię zamówiło sobie gruby sweter. Sweter w założeniu miał grzać, miał być milusi, cieplusi, a przede wszystkim nie miał pogrubiać!!!
Jak sama nazwa wskazuje - gruby sweter - to pogrubia. Nie wyobrażam sobie wzoru odchudzającego na grubym swetrze. Pogłówkowałam jednak i coś tam wymodziłam:


Sweter robiony od góry, na żyłkowych drutach, czyli "na okrągło".
Wszystko byłoby OK, gdybym na rękawy nagrała mniej oczek i potem bardziej zwężała je ku dołowi.
Te parę oczek w nadmiarze sprawia, że Młoda na bary atlety. Ale cóż, to jest prototyp, w fazie produkcji trudno przewidzieć efekt końcowy, więc brnęłam "na czuja" do końca.

Katastrofy nie ma, ale przy następnym swetrze z tego rodzaju włóczki (BON BON KALIN), wprowadzę już zmiany.
Jakby się ktoś chętny znalazł, kto chciałby skorzystać z gotowca, to służę schematem - po prostu wyjmę sweter z szafy i przeliczę te wszystkie oczka i rzędy :)



wtorek, 14 października 2014

[197] Hełm Wikinga, Rycerza i Krasnoluda

Hełmy powstają, bo mnie dziecię moje starsze podpuszcza, a ja się daję...

Ostatnio dałam się wrobić w hełm Wikinga:





Jest to wersja najprostsza, bez tego czegoś na oczy. Ale rogi ma, więc jakiś barbarzyńca może go sobie nasadzić i udawać Wikinga.

Od góry czapa prezentuje się tak:




A z boku tak:





Osobiście dodałabym takie ryżo - blond warkoczyki z boku, jak u Asterixa i w tym celu pokazałam dziecku mojemu stosowne rysunki. W odpowiedzi usłyszałam, że następny hełm mogę zrobić ze skrzydełkami, jak u Obelixa.

Póki co, pokażę starocie, czyli...

hełm Rycerza:


i hełm Wielkiego Krasnoluda Grimli z "Władcy Pierścieni":




Tak się zasugerowałam wielkim łbem Krasnoluda, że wszystkie hełmy stworzyłam w słusznym, męskim rozmiarze :)


środa, 8 października 2014

[196] Gruby sweter

Sweter gruby, jak widać.
Ciepły, wygodny i powstał przez pomyłkę.
Początkowo miał być cały czarny, ale wyjęłam inną włóczkę, niż zamierzałam. Dziergałam sobie radośnie, wyciągałam motek za motkiem ze schowka, aż okazało się, że więcej motków nie ma.
Jak widać na załączonym obrazku, robótkę zaczęłam od prawego rękawa, poprzez dekolt, aż przymusowo zakończyłam na łokciu lewego rękawa. Pruć? Nienawidzę! Kombinować, co dalej - uwielbiam! Tak, uwielbiam kombinować, ale w tym przypadku - przekombinowałam. Miałam włóczkę szarą w dwóch odcieniach, co mi po "czapkach - hełmach" została, więc brnęłam dalej.
Dokończyłam rękaw, nabrałam oczka pod biustem i kombinowałam dalej...
Sweter ciepły, teraz przekonuję siebie, że też ładny. A co mam zrobić? Będę nosić! Na zdrowie!






czwartek, 25 września 2014

[195] Kolejny otulak

Ni to szalik, ni chusta, ni poncho - licho wie, co mi się udało wydziergać. Grunt, że ciepłe i otula, więc jest otulak i tego się będę trzymać!

Z braku manekina, pozwoliłam sobie na drobny retusz zdjęcia :)
Ale wracając do otulaka. Jego historia ma swoje korzenie w portalu Stylowi.pl.
Widziałam tam kiedyś rzecz podobnie funkcjonującą, czyli kawałek szala, zapinanego na guziki.
Opuszczając aglomerację miejską, świadomie odcięłam się od takich cudów techniki, jak internet. Jak zwykle zabrałam dobrą lekturę, włóczkę, druty i mocne postanowienie odreagowania toksycznego zaganiania. Nie zabrałam ze sobą pomysłu na dzierganie. Najprościej było robić coś mało skomplikowanego, nie wymagającego myślenia i skupiania się na wzorach, tak by robótka nie przysłaniała mi wyluzowanego kontemplowania okolicznej fauny i flory. Tak powstał otulak.
W tej wersji, sprawdza się raczej jako okrycie wierzchnie. Gdyby pokusić się o zwężenie go o jeden warkocz, mógłby być zakładany pod kurtkę lub płaszcz.
Wykonałam go z podwójnej nitki Mimozy firmy OPUS, na grubych drutach, przez co jest elastyczny, puszysty i układa się znakomicie na sylwetce, opływając ramiona.
Zapinany na cztery guziki i piąty kwiatek, wydziergany z włoczki w tym samym kolorze.
Bez zapinania na kwiatek wygląda tak:

Klapa sobie luźno zwisa...
Co do manekina... pierwotnie miał mieć twarz tego gościa obok :)


środa, 30 lipca 2014

[194] Ażurowa, bawełniana bluzeczka

Do trzech razy sztuka, czyli parafrazując znane przysłowie - kto wrabia ostatki, ten ma sweter piękny i gładki :)
Moim zdaniem z tych resztek wyszła mi całkiem fajna bluzeczka. Ponadczasowa, bo z bawełny z minionego wieku.



Całość powstała bez zszywania. Zaczęłam od góry. Ażurek przy zmianie koloru włóczki tworzy efektowne zygzaki.



 Fajnie się robiło, fajnie nosi i fajnie pierze. Taka fajna bluzeczka :)

niedziela, 27 lipca 2014

[193] Bawełna zawsze w modzie!

Te sweterki wykonałam z bawełny "zerówki", która przeleżała w czyjeś szafie chyba z pół wieku!!!





Tak, tak, włóczka miała banderolki, które wskazywały na produkcję z minionego wieku. Bawełnę tę dostałam w prezencie. Przeleżała ona w czyjeś szafie, czekając na swoją kolej. I tak oto stałam się twórcą dziejowym. Jak to brzmi patetycznie - twórca dziejowy, ale za sprawą materii, a nie samego dzieła, bo  dzieło jest łopatologiczne i pospolite.
Młodsze Dziecię poprosiło mnie, bym wydziergała prosty, bezszwowy sweterek z "pęknięciem".
Jak zwykle zabrałam się za pracę intuicyjnie i "na oko", więc biały wyszedł mi w rozmiarze 38-40, a łososiowy 36-38.
Wyszło na to, że biały jest mój, blady róż córki.
Wdziałam obydwa, by pokazać, jak się układają na żywym modelu:


I tak mamy sweterki z ponadczasowej włóczki!!!



niedziela, 13 lipca 2014

[192] Dywanik z odzysku


Dywanik zrobiony na szydełku, ze starych koszulek pociętych na paski.
Jest to praca plenerowa, gdyż samo cięcie koszulek jest nudne, żmudne i brudne. Drobinki bawełny czepiają się wszystkiego (ja dla wzmocnienia efektu posmarowałam się balsamem). Potem dłubanie mega szydełkiem w pozycji medytującego jogina. A na końcu pytanie - co ja z tym czymś zrobię?
Wytrzepałam, przytargałam do domu i rzuciłam na balkon. Przyszedł pies, obejrzał sobie dokładnie, obwąchał i stwierdził, że może sobie zaanektować jako letnie, balkonowe legowisko. A niech ma i niech mu służy!
Psisko nie lubi leżeć na gołej podłodze i zawsze ładuje tyłek na wszystko, co na tej podłodze leży i służy jako izolator. Może to być plecak, karimata, projekty, mapy, czy ścierka.

Teraz ma to: