piątek, 12 grudnia 2014

[203] O Rycerzach i ich hełmach raz jeszcze

Ileż można pisać o hełmach?
Tym razem skupię się nie na samych hełmach, ale na osobach, które je noszą.
Nie wiem co jest fenomenem popularności tych czapek, które podbijają internet od kilku sezonów, ale wiem jedno - ludzie, którzy je noszą muszą być bardzo pozytywnie zakręceni. Trzeba mieć dystans do siebie i do otaczającego świata długości pasa startowego dla boeing'a, trzeba posiadać chęć wyindywidualizowania się z rozentuzjazmowanego tłumu. Trzeba w końcu mieć odwagę, graniczącą niekiedy z szaleństwem, by taką czapę przywdziać! I takich szalonych ludzi cenię. Dla takich szalonych ludzi uwielbiam tworzyć i może dlatego nie znudziło mi się to dzierganie.
Czapki są podobne do siebie aż do znudzenia, właśnie. Na szczęście dla mnie, nie posiadam żadnych gotowych wzorów do odrabiania. Cały plan, jak dziergać czapkę, wyświetla mi się w głowie na bieżąco, gdy tylko sięgam po włóczkę, dlatego chyba jeszcze nie popadłam w męczącą rutynę.

Sama kiedyś, w czasach jeszcze (o Matko Polko, kiedy to było? Za komuny? Czy ja taka stara już jestem?!) jakby nie było odległych, należałam do ludzi, który idą pod prąd i nie straszne im wystawanie z szeregu.
Obecnie czas mnie trochę utemperował, okoliczności obiektywne wymusiły pewien styl bycia i zachowania, a jedyne szaleństwo, któremu mogę się poddać bez konsekwencji, jest szaleństwo tworzenia szalonych rzeczy, właśnie :)

Już widzę tę konsternację na twarzach, gdy wchodzę do sali konferencyjnej w hełmie z włóczki, wyjmuję komputer z dzierganego pokrowca, a telefon z krokodylowego etui. Mam na sobie koszulkę ze szczurem . Jedynie szef mój turlałby się ze śmiechu, reszta padłaby trupem. No może nie wszyscy, znalazłoby się kilka osób, które wydziobałyby sobie dziurę w głowie, pukając się w czoło i jeszcze kilka, które zadzwoniłyby po pogotowie :)
Praca to nie miejsce na happeningi!
Ale happeningi w postaci szalonych robótek, które idą w świat, to już... poważna praca:)


A wracając do hełmów.
Zmuszona obiektywnymi okolicznościami (brak włóczki na rynku), wydziergałam takie oto coś:


I tu moje pytanie:
- który hełm jest fajniejszy, ten wyżej, czy ten niżej?


Życzę wszystkim odrobiny szaleństwa w poważnym życiu, szalonych pomysłów i miłych wspomnień z ich realizacji!

8 komentarzy:

  1. Oba świetnie. Mojemu trzynastolatkowi tez się podobają. Sam by chodził w takiej czapce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aga Krycha - przepraszam, przez pomyłkę usunęłam Twój komentarz.
    Wklejam go, przeklepując z poczty:

    "Oba są fajne, ale wybieram trzeci wariant- jaśniejsza przyłbica i grzebień z tyłu :) żeby mieć jaśniejsze przy twarzy... znaczy oczach :)))))
    To takie skrzywienie zawodowe :) jak w dowcipie o architektach, kiedy jeden chwali się swoim dzieckiem przed drugim, a ten mówi: ładne, ładne, ale ja to bym zrobił inaczej "

    Dzięki za uwagi - jak tylko włóczka pojawi się na rynku, to wykonam negatyw tej czapki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) też mi się kiedyś zdarzyło usunąć niechcący komentarz :)

      Usuń
  3. Powaliłaś mnie tym rycerzem ! REWELACJA !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rewelacyjni są wszyscy ci, którzy te hełmy noszą :)

      Usuń
  4. Oba hełmy mi podchodzą jak najbardziej. Ten drugi jest bardziej realistyczny, a ten pierwszy wydaje mi się bardziej z gier platformówek. Nie mam ulubieńca, oba bym nosiła naprzemiennie w zależności od nastroju:)
    Hehe, ja do roboty chodziłam w stroju dziergutowym i nieraz z czerwonymi brwiami albo zielonymi na przykład, ale miałam akurat fajnie, bo nie było żadnych kodów ubrań itp.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oba hełmy mi podchodzą jak najbardziej. Ten drugi jest bardziej realistyczny, a ten pierwszy wydaje mi się bardziej z gier platformówek. Nie mam ulubieńca, oba bym nosiła naprzemiennie w zależności od nastroju:)
    Hehe, ja do roboty chodziłam w stroju dziergutowym i nieraz z czerwonymi brwiami albo zielonymi na przykład, ale miałam akurat fajnie, bo nie było żadnych kodów ubrań itp.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci tego luzu, ja nawet w domu mam cenzora w postaci mojej młodszej córki. Jak wydziergałam sobie ostatnio czapkę - turban i chcąc się w niej pokazać światu, usłyszałam przy wyjściu: "ale obciach, nikt w czymś takim nie chodzi".
      - To będę pierwsza! - odpowiedziałam i zamknęłam drzwi z drugiej strony.
      Widziałam ostatnio pana w czapce rodem z "ulicy Sezamkowej" Cudne uczucie, zobaczyć kogoś szalonego, w kontrowersyjno - kolorowej czapie na tle ludzi "poprawnych politycznie", czy raczej "poprawnych modowo"

      Usuń