czwartek, 25 września 2014

[195] Kolejny otulak

Ni to szalik, ni chusta, ni poncho - licho wie, co mi się udało wydziergać. Grunt, że ciepłe i otula, więc jest otulak i tego się będę trzymać!

Z braku manekina, pozwoliłam sobie na drobny retusz zdjęcia :)
Ale wracając do otulaka. Jego historia ma swoje korzenie w portalu Stylowi.pl.
Widziałam tam kiedyś rzecz podobnie funkcjonującą, czyli kawałek szala, zapinanego na guziki.
Opuszczając aglomerację miejską, świadomie odcięłam się od takich cudów techniki, jak internet. Jak zwykle zabrałam dobrą lekturę, włóczkę, druty i mocne postanowienie odreagowania toksycznego zaganiania. Nie zabrałam ze sobą pomysłu na dzierganie. Najprościej było robić coś mało skomplikowanego, nie wymagającego myślenia i skupiania się na wzorach, tak by robótka nie przysłaniała mi wyluzowanego kontemplowania okolicznej fauny i flory. Tak powstał otulak.
W tej wersji, sprawdza się raczej jako okrycie wierzchnie. Gdyby pokusić się o zwężenie go o jeden warkocz, mógłby być zakładany pod kurtkę lub płaszcz.
Wykonałam go z podwójnej nitki Mimozy firmy OPUS, na grubych drutach, przez co jest elastyczny, puszysty i układa się znakomicie na sylwetce, opływając ramiona.
Zapinany na cztery guziki i piąty kwiatek, wydziergany z włoczki w tym samym kolorze.
Bez zapinania na kwiatek wygląda tak:

Klapa sobie luźno zwisa...
Co do manekina... pierwotnie miał mieć twarz tego gościa obok :)