niedziela, 18 stycznia 2015

[209] Wąż z resztek włóczek.

To jest mój trzeci w życiu wąż! Przedstawiam Państwu PYTONGA - juniora!

Pierwszego poczyniłam, gdy mieszkałam w akademiku. Wypchany został z konieczności włókniną służącą do uszczelniania okien (wydębiliśmy ją od administracji akademika).
PYTONGA wydziergałam z resztek zdobycznych włóczek i poprutych swetrów. Na tamtego węża składał się cały akademik prawie (a na pewno, całe moje piętro). Wypychaczem można było uszczelnić z powodzeniem kilkadziesiąt okien. Był cięższy od obecnego, ale za to jaki kochany! Służył mi długo i dzielnie, i pozostał na służbie nawet wtedy, gdy się wyprowadziłam z akademika.

Obecny PYTONG powstał z konieczności opróżnienia pudła, gdy okazało się, że resztki włóczek wysadzają już wieko. Sentymentalnie pomyślałam o wydzierganiu węża, tak, jakby miał mi zrekompensować utratę tamtego PYTONGA... Tak, chciałam powrócić instynktownie do tego szalonego okresu, kiedy wydawało mi się, że wszystkie rozumy pożarłam wraz z pierogami leniwymi, serwowanymi w stołówce studenckiej.

Zabrałam się ochoczo do dzieła, opróżniłam pół pudła resztek i postanowiłam zakończyć węża, by pozostał czymś w rodzaju poduchy i maskotki, a nie "zawalimebla", którego przerzuca się z kąta w kąt.
Gdy kończyłam dziergać łeb, moje starsze dziecię przytargało od swojej koleżanki wór włóczki, który wypełnił opróżnione wcześniej pudło. Widać posiadam magiczne pudło, które nie znosi pustki:) Teraz znowu mam zagwozdkę, na co przerobić jego zawartość?

PYTONG cieszy obecnie całą rodzinę, ale mnie służy najwierniej. Wypchałam go wypełniaczem do poduszek. Jest leciutki, mięciutki, a co najważniejsze, nie odkształca się i dzielnie wypełnia miejsca pomiędzy fotelem a moimi lędźwiami.
Robi za "rogala" pod szyję, podpórkę pod rękę i po prostu jest... wspomnieniem tamtego PYTONGA - seniora z szalonych czasów studenckich!

P.S.

A, drugiego węża uszyłam kiedyś z polaru i był gigantycznych rozmiarów. Należał on do moich dzieci i nie budził we mnie takich uczuć, jak PYTONG - junior :)

9 komentarzy:

  1. PYTONG ma w sobie mnóstwo uroku :) Mi przypadł go gustu i to ogromnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PYTONG - Junior to teraz moja najlepsza maskotka. Oplata mnie, gdy zapadam się w lekturę, grzeje nie tylko wspomnieniami :)

      Usuń
  2. rozbawiło mnie Twoje pudło, które się samozapełnia :)
    W czasach akademikowych dostałam uszytego z kawałków materiału boa, który leżał na parapecie i pełnił funkcję izolacyjną ...mniej wiało od okna :) Ale nie był taki śliczny jak Twój :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamten, studencki PYTONG - Senior był ciężki i początkowo był to wąż kanapowy. Potem mi go wybrudzili (a pranie nie wchodziło w grę), że robił za "przeciągołapa". Jak go widziałam ostatni raz, to uszczelniał drzwi. Ten jest lekki i co najważniejsze - chyba da się wyprać.

      Usuń
    2. :) mojego spotkał podobny smutny los

      Usuń
  3. na wstępie dziękuję, bo dzieki Tobie mam pomysł na ciekawą izolację wstrętnie nieszczelnego okna u moich dzieci. Na razie leży tam koc, a to wątpliwa ozdoba. Może nie zrobię tego na drutach, bo z drutami jestem na bakier, ale na pewno coś wymyślę. Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to musisz zrobić dwa węże :) Jeden na parapet, a drugi do zabawy. Z doświadczenia wiem, że nie poleży za długo na parapecie. Zrobiłam onegdaj dzieciom swoim wężysko z polaru, wypchałam pociętą gąbką zmieszaną ze wsadem z poduszki i gdy przekazałam dzieciom we władanie, to wąż zaczął żyć swoim życiem. Był ujeżdżany, ciągany, wycierał kurze pod łóżkiem, by wieczorem (o zgrozo!) wylądować w pościeli! Na parapecie prawie nie gościł. Do uszczelniania okna musiałam zrobić paskudnego GLIŹDZIORA. Ten był mniej używany :)

      Usuń
  4. Pudło jak w Kanie :)) też bym tak chciała !!! Pytong kochany, śliczny i wypracowany. A za łeb powinnaś medal dostać, REWELACJA !!!
    ps, ja swojego Izydora chciałabym docelowo groszkiem styropianowym wypełnić, żeby był bardziej układny i frasobliwy. Pozdrawiam Renata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednego węża wypchałam kawałkami pociętej gąbki i rozprutym jaśkiem :) Jak go wyprałam, to po odwirowaniu w prace musiałam go jeszcze wykręcać.
      Teraz z resztek robię kapcie, by się chociaż wieko od pudła domknęło. Ma to tę zaletę, że nie muszę się martwić o wypełniacz:)
      Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń