poniedziałek, 7 grudnia 2015

[223] Hełm bardzo małego Wikinga






Tak jakoś niechcący wyszło, że ze wszystkich moich prac największym powodzeniem cieszą się czapki - hełmy.
Robię je wg autorskiego projektu. Doszłam do wniosku, że umownie "zastrzegę sobie patent", czyli nie będę nikogo wtajemniczać, jak mi te oczka się układają. A dlaczego? Ano dlatego, że wykonanie prototypu to zawsze długa i żmudna praca. Nie tylko fizyczna (ta to jest pikuś), ale głównie logistyczna. Rodzi się jakiś projekt, który siedzi mi w głowie i zaprząta myśli.  Nie pozwala spać, zmusza do kombinowania. Potem przychodzi  faza produkcji, z którą też różnie bywa... Nie zapisuję sobie co po kolei robię, nie liczę oczek, nie utrwalam tego jakoś wg schematów na przyszłość. Jedyna dokumentacja to zdjęcia. Jeśli przyjdzie mi zrobić kiedyś następną, podobną czapkę, to zerkam na zdjęcie i cały proces technologiczny uruchamia mi się ponownie w głowie w postaci filmu. Gdybym musiała to jakoś wytłumaczyć innym, to oszalałabym chyba, bo ja tego po prostu nie potrafię ubrać w słowa, liczby, schematy itp. Taka czapka powstaje intuicyjnie, jak większość moich prac, zresztą :)

Przy okazji dłubania przy tych czapkach naszła mnie myśl, o opłacalności takiego przedsięwzięcia...
I wyszło mi, że w takiej postaci, w jakiej tworzę te hełmy, to wkład pracy ma się nijak do wyceny.

Pokusiłam się kiedyś, by zsumować każdą minutę, którą poświęcam przy  dzierganiu takiego hełmu:






I wyszło mi, że sumaryczny czas pracy to około 6 godzin (przy moim tempie, to imponujący wynik, ponieważ ja dziergam z prędkością karabinu maszynowego).
Samą czaszę dziergam 2 godz 40 min.
przyłbicę 1 godz 50 min
grzebień 1 godz.
szycie i wykończenie 15 min.

Licząc sobie stawkę 10 zł/godz wychodzi mi, że sama robocizna to koszt ok. 60 zł.
Do tego włóczka i guziki - ok 15 zł
Taki hełm powinien kosztować 75 zł.

Myślę, że to rozsądna cena za czapkę dla dorosłej osoby.
Sprawa komplikuje się, gdy taką samą czapkę trzeba zrobić dla małego dziecka. Technologia ta sama, czas poświęcony, nieznacznie mniejszy i materiału też trochę mniej.
Ale kto da za czapkę dla dziecka tak na oko 60 zł?

Najwięcej dłubaniny jest przy hełmie Wikinga.

Proszę sobie porównać:





To jest najbardziej pracochłonny model. Każdy element robię i zszywam oddzielnie.

Może kiedyś pokuszę się, by rzetelnie podliczyć czas spędzony nad tego rodzaju czapkami. Orientacyjnie wyszło mi, że czas przy dużej i małej jest prawie ten sam, do tego trzeba się bardzo pilnować, by te wszystkie elementy wycyrklować idealnie. Im mniejszy model, tym ta staranność musi być większa, bo pole manewru niestety ograniczone.

Czapki będę robić, dopóki będzie mi to sprawiać przyjemność.
Obecnie po głowie chodzi mi hełm Lorda Vadera. Już teraz wiem, że będzie to wyzwanie dużo bardziej skomplikowane, niż taki WIKING, ale czego nie robi się dla frajdy :)




4 komentarze:

  1. Twoje rycerskie nakrycia głowy są bezkonkurencyjne... popieram w 100% to co napisałaś. Szycie czy dzierganie małych rzeczy wcale nie jest łatwiejsze... materiału może mniej się zużywa ale jak trzeba kombinować... a palce się nie zmniejszają przy robieniu małych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam jeszcze z wiekiem to te palce mam chyba jakieś mniej sprytne, a i oczy jakby gorzej widzące detale :)

      Usuń
  2. Fantastyczne hełmy- czapy coś o tym wiem ile czasu potrzeba na wydłubanie małej rzeczy ! Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowem - miniaturyzacja niekoniecznie popłaca:)

      Usuń