poniedziałek, 26 stycznia 2015

[210] Kapciochy z resztek włóczek

Chcąc upchnąć w szafie karton z resztkami włóczek, muszę najpierw domknąć jego wieko. Dopychanie kolanem na nic się zda, bo pudło jest tektury, a nie z gumy. Przełożenie części zawartości też nie wchodzi w rachubę, bo wyczerpałam już wszelkie możliwości upychania po kątach. Nie pozostało mi nic innego, jak przerobienie tyle włóczek, ile się tylko uda, by pudło wróciło na miejsce.

Zrobiłam zatem takie kapciochy:


Cyknęłam im szybkie zdjęcie a potem wyprowadziłam z domu i oddałam w dobre ręce - albo ściślej - nogi:)

niedziela, 18 stycznia 2015

[209] Wąż z resztek włóczek.

To jest mój trzeci w życiu wąż! Przedstawiam Państwu PYTONGA - juniora!

Pierwszego poczyniłam, gdy mieszkałam w akademiku. Wypchany został z konieczności włókniną służącą do uszczelniania okien (wydębiliśmy ją od administracji akademika).
PYTONGA wydziergałam z resztek zdobycznych włóczek i poprutych swetrów. Na tamtego węża składał się cały akademik prawie (a na pewno, całe moje piętro). Wypychaczem można było uszczelnić z powodzeniem kilkadziesiąt okien. Był cięższy od obecnego, ale za to jaki kochany! Służył mi długo i dzielnie, i pozostał na służbie nawet wtedy, gdy się wyprowadziłam z akademika.

Obecny PYTONG powstał z konieczności opróżnienia pudła, gdy okazało się, że resztki włóczek wysadzają już wieko. Sentymentalnie pomyślałam o wydzierganiu węża, tak, jakby miał mi zrekompensować utratę tamtego PYTONGA... Tak, chciałam powrócić instynktownie do tego szalonego okresu, kiedy wydawało mi się, że wszystkie rozumy pożarłam wraz z pierogami leniwymi, serwowanymi w stołówce studenckiej.

Zabrałam się ochoczo do dzieła, opróżniłam pół pudła resztek i postanowiłam zakończyć węża, by pozostał czymś w rodzaju poduchy i maskotki, a nie "zawalimebla", którego przerzuca się z kąta w kąt.
Gdy kończyłam dziergać łeb, moje starsze dziecię przytargało od swojej koleżanki wór włóczki, który wypełnił opróżnione wcześniej pudło. Widać posiadam magiczne pudło, które nie znosi pustki:) Teraz znowu mam zagwozdkę, na co przerobić jego zawartość?

PYTONG cieszy obecnie całą rodzinę, ale mnie służy najwierniej. Wypchałam go wypełniaczem do poduszek. Jest leciutki, mięciutki, a co najważniejsze, nie odkształca się i dzielnie wypełnia miejsca pomiędzy fotelem a moimi lędźwiami.
Robi za "rogala" pod szyję, podpórkę pod rękę i po prostu jest... wspomnieniem tamtego PYTONGA - seniora z szalonych czasów studenckich!

P.S.

A, drugiego węża uszyłam kiedyś z polaru i był gigantycznych rozmiarów. Należał on do moich dzieci i nie budził we mnie takich uczuć, jak PYTONG - junior :)

piątek, 9 stycznia 2015

[208] Koszulki z krawatem

Trochę luzu i trochę elegancji...



Dostałam zamówienie na koszulkę z krawatem. Praca prosta, ale nie taka znowu chwilówka, jakby się komuś wydawało. A dlaczego? Ano dlatego, że nie ma różnicy, czy będę malować pięć koszulek, czy jedną, bo samo rozkładanie warsztatu (pędzelki, dzendzelki, podkładki, szmatki, światło... prasowanie, sprzątanie, itp, itd) zajmuje tyle czasu, że te pięć minut na kolejną koszulkę nie robi już różnicy. Aby się zbytnio nie zmóżdżać, postanowiłam dorobić kilka jeszcze krawatów dla prostego rachunku i jest OK. Zamortyzowało mi się to rozkładanie i składanie :)

niedziela, 4 stycznia 2015

[207] Kolejna czapka

Taką czapkę wydziergałam w okresie świątecznym:


Dorobiłam szalik i jest komplet.
W Decathlonie po przecenie podobne czapencje można kupić za jedyne 19,99 zł!

I czegóż tu życzyć wszystkim artystycznym duszom?
- Radości tworzenia i aby ta twórczość zbytnio kieszeni nie drążyła :)