poniedziałek, 18 stycznia 2016

[232] Czapka hełm Vikinga - czas pracy

Uwielbiam wyzwania, tzw. przecieranie szlaków. Tworzenie i projektowanie to moja pasja nie tylko zawodowa. "Wyindywidualizowanie się z rozentuzjazmowanego tłumu" to moja życiowa dewiza.

Każdą nietypową pracę rozpoczyna żmudny proces zmóżdżania się, poprzedzony wizjami (tak, miewam wizje!)
Pierwszym etapem jest twz. "wylęganie", czyli inaczej kiełkowanie pomysłu. Chodzę z tym pomysłem, zasypiam, jem... aż dojrzeje on do urodzin. Wtedy przechodzę do etapu drugiego - projektowanie papierowe, inaczej bazgroły, które z czasem zaczynają przypominać profesjonalny projekt, poparty obliczeniami, rysunkami (niestety, jego profesjonalność polega na tym, że tylko ja mogę się w nim połapać - no cóż - jaka profesja - taki projekt!)
Trzeci etap to praca u podstaw, czyli rękodzielnictwo kontrolowane. Ręce dzielnie działają, obrabiając materię, a mózg kontroluje, by praca powstawała zgodnie z projektem. Na tym etapie bywa niestety, że oporna materia zmusza mózg do modernizacji projektu, a ten z kolei nakazuje rękom działania z goła destruktywne (w przypadku takiej czapki - czyt. prucie).
Etap czwarty - FINAŁ. Fajnie jest, gdy etap ten kończy moje stwierdzenie "nic dodać, nic ująć", znaczy to, że pracę wykonałam na miarę swoich możliwości, tych intelektualnych i tych materialnych. Można rzecz - jestem zadowolona i mogę odtrąbić sukces (oczywiście do czasu, gdy mi do łba nie strzeli jakiś kolejny pomysł racjonalizatorski).
Taka skończona praca, która przeszła z powodzeniem te cztery etapy odtąd nosi nazwę PROTOTYP.
Czas powstania prototypu nijak się nie ma do samej pracy włożonej w wykonanie danej rzeczy.
Aby sprawdzić, ile konkretnie godzin spędziłam nad produkcją, muszę wykonać drugi model.
Mając już wszystko obliczone, zabieram zatem się do dzieła ze stoperem (poważnie - odbijam każdą minutę spędzoną nad robótką).

I tu zaskoczyłam samą siebie, bo wrzucając na warsztat hełm Vikinga,


po zsumowaniu czasu spędzonego nad robótką, wyszło mi, że przepracowałam około 9 godzin!

A oto moje wyliczenia
- 2 godz. 40 min => czasza, czyli ten garnek od hełma
- 1 godz => plisa główna, czyli ta obręcz dookoła głowy, dzierganie i przyszywanie.
- 2 godz => cztery plisy; dzierganie
- 1 godz => przyszywanie tych plis
- 2 godz => rogi, dzierganie, wypychanie, przyszywanie i te włochate "cosie"

Dziergam szybko, niczym karabin maszynowy, więc do tej pory wydawało mi się, że czas spędzony przed telewizorem z robótką w łapie nie jest czasem straconym. Ale jak jest już czasem obliczonym, to tak jakby działał w innym wymiarze :)




6 komentarzy:

  1. Genialna czapka!:) Ja nawet nie wiem, jak szybko dziergam, ale chyba nie jakoś bardzo szybko:)
    Uściski!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odkąd znalazłam nowe hobby (mierze czasu spędzonego na dzierganiu), to nie mogę wyjść z zadziwienia, jak drogie jest rękodzieło (licząc lekko 10 zł/godz)!

      Usuń
  2. Pomysłowe te twoje czapki i tak starannie wykonane. Podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się bardzo by były jedyne w swoim rodzaju :)

      Usuń