wtorek, 23 maja 2017

[267] Spóźniony beret, czyli "moja macocha jest kosmitką"

Za beret wzięłam się, jak jeszcze była szansa, że go ponoszę. No cóż...
Wydziergałam go w ekspresowym tempie, ale lata świetlne zajęło mi samo zszywanie.
Beret jest częścią integralną płaszczyka, który też czeka, aż Księżyc ułoży się w koniunkcji z Marsem, czyli za czas jakiś, jak nauczę się zaginać czasoprzestrzeń :)



Beret trochę gruby, przez to ciepły. Fajnie się układa. Tak raz na zawsze, a nie jak latający spodek.
Część plaskata o sporej średnicy, ale tak mi wyszło z obliczeń. O tym, że mogłabym z powodzeniem darować sobie jednego liścia dowiedziałam się już na finiszu, więc nie chciało mi się wracać do punktu wyjścia.

Głowa manekina ma obwód 50 cm, więc jak zamontowałam mu ten wynalazek na szczycie, to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już taki model widziałam. No tak, Kim Basinger miała podobne nakrycie głowy w filmie: "Moja macocha jest kosmitką".

No i oczywiście moja mama też :) Te berety to dopiero miały średnicę!  Kosmiczną!

A tak prezentuje się beret wcale nie wiosenny w fazie rozkładu:


Z czystej wygody nie dziergałam "na okrągło", więc musiałam "spasować" zszywanie:



Widać trochę, ale na człowieku już mniej, bo kto człowiekowi zarzuca wzrok na czuba? I to tylnego czuba?


Chciałam zrobić artystyczne zdjęcie liścia, ale gdzieś mi się ten artyzm rozmazał i patrząc na to coś poniżej należałoby skorzystać z wyobraźni. Tak, tam miał być liść!




I jeszcze jedno! W oryginale ten latający spodek jest koloru bardziej w bordo, zupełnie nie rozumiem, skąd tu się wziął ten soczysty róż? Pewnie jacyś obcy przerobili mi aparat cyfrowy!






wtorek, 11 kwietnia 2017

[268] Myszka Minnie - komplecik

Wiosenno - jesienny komplecik dla Małej Damy.


W założeniu komplecik ma rosnąć razem z właścicielką. Postanowiłam wykonać go na drutach.
Zastosowałam taki oto trick: zaczęłam dziergać dużymi drutami, a skończyłam małymi, przez co uzyskałam sztywność góry i nie musiałam za dużo oczek gubić po drodze. Ot, tak samo się zeszło :)

czwartek, 23 marca 2017

[267] Szybkie kapcie

Dostałam naturalną włóczkę, taką co to na sweter za twarda. Co z czegoś takiego zrobić?
Kapcie!

Szybko zrobione, szybko udokumentowane i szybko wstawione:

A... zapomniałabym!
Aby nie było tak szybko, to od zrobienia do wstawienia minęło trochę czasu, bo choć wszystkie wyżej wspomniane czynności zrobiłam w ekspresowym tempie, to kapcie czekały na zszycie trzy tygodnie :)



piątek, 24 lutego 2017

[266] Darth Vader czyli antysmogowa maska kryzysowa :)





Czapka powstawała w trudnych warunkach bojowych, z zaburzeniami taktycznymi na całym polu walki, mocno rozciągnięta w czasoprzestrzeni.

Z całą pewnością było to wyzwanie!
Jak na pracę spontaniczno - intuicyjną, mój stopień zadowolenia z efektu końcowego osiągnął współczynnik 97%, czyli lepiej się już prawie nie dało. Te 3% oceniam jako granicę błędu materiałowego (tj. bezwładność materii, uniemożliwiająca wyprodukowanie tego, co umysł zaplanował)
Stopień trudności - wysoki
Zaangażowanie zmysłów - bezwzględne
Efekt - zadowalający
Brzmi jak samozadowolenie?
No cóż, obecnie jestem z pracy zadowolona, ale za jakiś czas pewnie spojrzę krytycznie na dzieło i dojdę do wniosku, że można było lepiej...
Ale póki co, napawam się sukcesem!


A tutaj, na specjalną prośbę pokazuję mojego domowego astmatyka :)






Zmagania z Lordem Vaderem i jego maską można obejrzeć TUTAJ
Widać jasno, jak ciemna moc ewoluowała :)

wtorek, 14 lutego 2017

[265] Dziergane kapcie wizytowe.

Zmuszona jestem dodziergać trochę kapci, bo po ostatniej imprezie goście wynieśli w torbach moje "wizytówki" :)
Gość w dom... a kapcie za próg!
Argument koronny tego procederu brzmiał: "Zrobisz świeże, bo te już się molom opatrzyły".
"Międzyczasu" mam mało, więc trochę opornie to dzierganie idzie, ale już trzech gości o małych stopach mogę spokojnie przyjąć. Reszta niestety musi popylać w obuwiu własnym, bądź też bez.


Włóczki mieszane, czyli posezonowy hit z pudła na resztki:


Zaletą tych kapci jest niewątpliwie ich grubość i "wełnocieplność". Te najjaśniejsze mają w swoim składzie aż 80% prawdziwej wełny z jakiegoś tam włochatego zwierza, chyba wielbłąda.


Do tych musiałam już coś tam dołożyć z dna pudła...


Te, to już wykonane ze zbieraniny włóczek "no name"...

Pudło nadal pełne, gorzej z tzw. "międzyczasem" *



poniedziałek, 23 stycznia 2017

[264] Hełm rycerski młodzieżowy


Czapka dla dziesięciolatka. Tym razem robiona tak ściśle, że fakturą przypomina metal :)


I aż trudno uwierzyć, że początki były takie, jakby to ująć? Zresztą sami zobaczcie KLIK


czwartek, 19 stycznia 2017

[263] Czapka małego Wikinga





Czapka prototyp.
Już od dłuższego czasu kołatało mi się po głowie takie rozwiązanie, by Wikinga zrobić, ale się nie narobić :)

Przy tego rodzaju czapkach...







... cała uwaga skupiona jest na dłubaniu szydełkiem. Non stop musiałam się gapić, gdzie je wbijam. Męczyło mnie to okrutnie, bo ja od dziecka robię zawsze dwie, albo trzy rzeczy naraz. A w tym przypadku drugą rzeczą oprócz dłubania szydłem może być tylko i wyłącznie słuchanie.

Gdy robię na drutach, to mogę sobie przy okazji pooglądać coś w TV albo na kompie, połazić na stepperze albo pojeździć na rowerku. A jak się uprę, to mogę robić te trzy rzeczy na raz.
I jak zawsze w takich sytuacjach bywa, ani się połapię, robótka skończona!
Relaks i praca, przyjemne z pożytecznym. Przy czym trudno określić w takim przypadku co jest przyjemnością, a co pożytkiem :)

Na takie właśnie okoliczności wymyśliłam czapkę, która robi się sama. No prawie sama, bo jak już zszywam, czy wykańczam, to muszę zleźć z rowerka, założyć okulary (jak ja nie cierpię okularów!) i dłubać precyzyjnie (tego też ostatnio nie lubię!).

Tak, czy owak, czapka, która powstała jest wykonalna w każdych warunkach.


Szydełkowe czapki - hełmy Wikingi są mniej dopasowywalne, czyli musiały być dziergane na miarę, bo robione były ścisłym ściegiem, obszyte lamówką, co i tak dodatkowo usztywniało całą czapkę.
Obecny wzór jest tak rozciągliwy, że śmiało można zaryzykować stwierdzenie, iż rośnie razem z dzieckiem. Same korzyści, bo nie dość, że szybciej się robi, to jeszcze dłużej służy!
Nie mierzyłam czasu pracy, bo czapka powstała w tzw. "międzyczasie", z doskoku ale i tak czuję, że się zbytnio przy niej nie napracowałam.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

[262] Wytwórnia rzeczy niesamowitych :)


Dziecię Moje Starsze (w skrócie DMS), jadąc na jakiś międzynarodowy zlot naukowy zabrało ze sobą kilka gadżetów mojego autorstwa. Ktoś tam dostrzegł coś tam i wywiązała się dyskusja typu:
- Łał, skąd to masz? Gdzie kupiłaś? Niesamowite itp.
DMS usiłowało wytłumaczyć w urzędowym języku obcym, że to jest radosna twórczość mamy, że mama, tak jak cała rodzina jest trochę zakręcona, że wyżywa się artystycznie, realizując równie pokręcone wizje swoich dzieci...
Tak, jak wspomniałam, grono naukowców było międzynarodowe, język urzędowy jeden, więc suma summarum, efektem tego tłumaczenia z naszego na obce i na odwrót wyszło, że mama (czyli ja) posiada WYTWÓRNIĘ RZECZY NIESAMOWITYCH!

Gdyby Ci naukowcy zaglądali od czasu do czasu na "handmejdowe" blogi, to wiedzieliby, 
że takich wytwórni jest w sieci tyle, ile ryb w ławicy...
Zainspirowana jednak takim skojarzeniem o wytwórni rzeczy niesamowitych, postanowiłam zrobić małe podsumowanie mojej radosnej twórczości. Korzystając z sezonowej choroby, dorwałam się do komputera i posklejałam trochę tematycznie, trochę chaotycznie to, 
co znalazłam.

I tak hełmy:


Czapki dziecięce:


Etui:


Inne pokrowce i gadżety:


Malowanki:


Śmierć Szczurów:


I reszta radosnej twórczości:



No i przy okazji tych porządków trochę się zdziwiłam, bo okazało się, że sporo mam tego na komputerze i za piernika nie mogę dojść do tego, jakim kluczem się kierowałam zakładając poszczególne katalogi i foldery. 
Szczerze? Muszę się przyznać publicznie, że ta wytwórnia nie jest wcale taka niesamowita... niesamowity to jest bałagan w niej panujący!


czwartek, 5 stycznia 2017

[261] "FANKAPCIE"

Jak się kogoś/coś lubi, to należy to okazać światu.
Dziecię Moje Młodsze (w skrócie DMM) na ten przykład jest zagorzałym fanem Nightwish'a.
Ma już niemal wszystkie gadżety związane z tym zespołem.

A jak się ma wszystko to, co mają inni, to siłą rzeczy chce się człowiek jakoś wyindywidualizować z rozentuzjazmowanego tłumu fanów. I co wtedy robi? Stawia na tzw. "hand made", czyli jedyną w swoim rodzaju ręczną robotę. Pewność, że drugi ktoś nie jest posiadaczem takiego samego "coś" dodaje po prostu skrzydeł i człowiek taki wzlatuje ponad rzeszę fanów.
Idąc tym tokiem myślenia DMM będąc także fanką Harry Pottera robi ręcznie wszystko, co się da -  od koszulek, po breloki, bransoletki, szaliki, krawaty, różdżki i ... mnóstwo innych gadżetów - bo jak na prawdziwego fana przystało wyróżniać się musi.

Do grona fanów pozytywnie zakręconych można zaliczyć też dwóch Panów ze stolicy. Pan Większy z Panem Mniejszym są zagorzałymi kibicami.
I kierując się mniej więcej powyższym wykonałam kapcie w barwach KSP Warszawa...





... dla rodzinnego Fanklubu Polonii Warszawa, rzecz jasna :)

wtorek, 3 stycznia 2017

[260] Tradycyjnie gram w orkiestrze...

W WOŚP gram prawie od samego początku, a od tamtego roku rozszerzyłam to granie o licytację na Allegro.
Właśnie przed chwilą wystawiłam ten hełm:

Można go licytować tutaj

i ten:


Można go licytować tutaj

Zachęcam wszystkich tu zaglądających, którzy wspierają inicjatywę WOŚP do wystawiania przedmiotów na licytację, bądź licytowania już wystawionych tam "skarbów".

Proszę też o udostępnianie aukcji bezpośrednio ze strony WOŚP Allegro Charytatywni, gdyż trudno jest odnaleźć stronę, gdy nie jest aukcją kończącą, bądź dopiero co wystawioną.



poniedziałek, 2 stycznia 2017

[259] Z Nowym Rokiem

Z Nowym Rokiem życzę wszystkim zdrowia. 
Gdy jest zdrowie, to człowiek zawsze jakoś tam zadba o resztę...

A teraz chciałabym pochwalić się prezentem, który dostałam od Pani Eli.



Może to zabrzmi dziwnie, ale do tej pory to ja czerpałam frajdę, której nie da się opisać słowami z robienia czegoś, co mogłam ofiarować innej osobie. Cieszyło mnie to, że rzecz, którą tworzyłam dopasowywałam do gustu i potrzeb, robiłam wywiad, czyniłam podchody. A potem chwila niepewności czy się spodoba, by w końcu cieszyć się wspólnie.

Ta bombka jest chyba jedynym prezentem, który powstał tylko i wyłącznie z myślą o mnie i dla mnie. Od początku do samego końca powstawał "pod moje gusta".
Do tej pory wszyscy dookoła twierdzili, że jak potrafię zrobić niemal wszystko, co zwie się potocznie rękodziełem, to nie ma potrzeby "wyskakiwać przed szereg" i jeśli już coś dostawałam z "handmejdowej" półki, to były to głównie półprodukty.
Dobra, trochę przesadziłam, bo dostaję "handmejdy" od swoich dzieci, moja mama też zawsze coś mi robiła... ale w tym konkretnym przypadku zostałam obdarowana, przez osobę, której tak naprawdę nie znam, a która zna mnie. 

I teraz myślę sobie, że oprócz zdrowia powinnam życzyć wszystkim wielu takich miłych zaskoczeń, ciepłych myśli, dobrych duszków i anielskiego wsparcia... wsparcia, które dodaje skrzydeł!