wtorek, 14 lutego 2017

[265] Dziergane kapcie wizytowe.

Zmuszona jestem dodziergać trochę kapci, bo po ostatniej imprezie goście wynieśli w torbach moje "wizytówki" :)
Gość w dom... a kapcie za próg!
Argument koronny tego procederu brzmiał: "Zrobisz świeże, bo te już się molom opatrzyły".
"Międzyczasu" mam mało, więc trochę opornie to dzierganie idzie, ale już trzech gości o małych stopach mogę spokojnie przyjąć. Reszta niestety musi popylać w obuwiu własnym, bądź też bez.


Włóczki mieszane, czyli posezonowy hit z pudła na resztki:


Zaletą tych kapci jest niewątpliwie ich grubość i "wełnocieplność". Te najjaśniejsze mają w swoim składzie aż 80% prawdziwej wełny z jakiegoś tam włochatego zwierza, chyba wielbłąda.


Do tych musiałam już coś tam dołożyć z dna pudła...


Te, to już wykonane ze zbieraniny włóczek "no name"...

Pudło nadal pełne, gorzej z tzw. "międzyczasem" *



5 komentarzy:

  1. Dom nasz dopadła choroba - chroniczny brak kapci :) Nie mam ja, nie ma maż, nie ma dzieć :) Oj takie by się przydały... tylko dla małej musiałabym doszyć jakiś anty poślizg :)Fajne, proste i ciepłe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dorwę jakąś ładniejszą włóczkę i trochę "międzyczasu" to mogę przynajmniej Małej wydziergać kapcioszki. Podaj tylko rozmiar.

      Usuń
  2. Od dawna obiecuję sobie wykonanie takich kapci, ale jakoś brakuje motywacji.. A ty po prostu bierzesz druty i robisz mimo braku MIĘDZYCZASU na takie dzierganie
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, bo ja mam takie robótki kryzysowe :) Leży toto i czeka, aż znajdę pięć minut na trzy rzędy. Kryzysowe też z tego powodu, że tworzę je z włóczki, która się już do niczego nie nadaje, bo albo resztki totalne, albo "trzecie prucie".
      Jak będę mieć nadprodukcję, to się chętnie z Tobą podzielę.

      Usuń
  3. świetne są :) muszą być cieplutkie :)

    OdpowiedzUsuń