piątek, 12 października 2018

[295] Potworne termoforki

Opowiem Państwu  bajkę z cyklu Potworne termoforki.


Przedstawiam Potworną Księżniczkę i Potwornego Księciunia...




A bajka ta zaczyna się tak:
Pewnego chłodnego, wrześniowego wieczora (tak, tak był taki wieczór, gdy po sierpniowych upałach powiało nagle chłodem) odebrałam maila od Pani Żanety. Choć wieczór był wyjątkowo zimny, to wiadomość tak dla równowagi była ciepła i spontaniczna. Pani Żanecie bardzo spodobał się mój termoforek - Potworek, który zrobiłam kiedyś córce. Wyjątkowo paskudnej urody to był gość, ale grzał i to było jego główną zaletą. No dobra, był tak brzydki, że aż piękny. Miał działanie rozczulająco - ogrzewające.
Z doświadczenia wiem, że jak się ma coś takiego swojego, wybranego, przytulaśnego, takie coś, co to nikt inny nie ma, takie moje na zawsze... i jak się człowiek przytuli do takiego cosia, co to nie tylko miły ale i ciepły... to aż ciepło się się robi na sercu i duszy.
Ktoś, kto rozumie zasadę działania takiego termoforka, co nie tylko zwykłym ogrzewaczem jest ale i terapeutą uroczym, ten docenić potrafi mojego "fijoła" na punkcie ich wytwarzania.
I taką oto chemią powiało.
Pani Żaneta miała gotowy pomysł na swojego ulubionego termoforka - potworka, a ja miałam robić za dobrą wróżkę i pomysł ten zrealizować.




Jak to w bajkach bywa, musi zawsze wystąpić jakieś "ALE". Takie wahanie, wstrzymanie akcji i czas do namysłu. No właśnie - Potworny Księciunio? A może Potworna Księżniczka? ALE on tak bez niej? ALE jak to? Ona bez niego? ALE jak się ma wielkie serce i równie wielką potrzebę przytulania i ogromne pokłady miłości do Ich Potworności, to po co parę rozdzielać? Wszak można pokochać duecik.
 Zaiskrzyło, zatrybiło, zrobiło się potwornie miło, bo o to w tym wszystkim chodziło, by bardziej grzało niż chłodziło :)

Rzuciłam większość moich zamówień w kąt (nawet nie wiedziałam, że mam takie pojemnie kąty) i zabrałam się do pracy. Wszak te Potwornośći były z mojej bajki, tylko jeszcze o tym nie wiedziały.

A jak je już powołałam do życia, to zatańczyły ze szczęścia, bulgocząc wodnym wnętrzem:

Kochankowie do kochania.



Trochę się z nimi zżyłam, ale mam świadomość, że teraz są z innej bajki i wiem, że będą w niej grzały dłuuuugo i szczęśliwie :)



wtorek, 2 października 2018

[294] Wielorybek Franek



Przedstawiam Państwu Wielorybka Franka. Potrzeba nastała wielka. Realizacja szybka. Wzór "z głowy, czyli z niczego".


Proporcje udało mi się jako tako zachować. Kolorystyka też taka morska... Ale ten uśmiech?!



Szczerze? Szczerzył się do mnie ten małych rozmiarów "Wielki Franek" tak jakoś szyderczo, więc nakazałam mu się wypchać... bardziej!




Teraz uśmiecha się już bardziej przyjaźnie w innym akwenie, gdyż popłynął do Wiktorka.


PS
Wielrybka prosto zrobić: wystarczy nabrać np. 10 oczek, podziergać sobie trochę, a potem w gdy dojdziemy do grzbietu, to zbieramy po oczku z każdej strony. Na wysokości oczu dodatkowo zbieramy oczka "na uśmiech" w kolejnych rzędach. A potem ściągamy te kilka oczek, co zostaną, by nie zapędzić się i dzióbka nie zrobić :)

piątek, 13 lipca 2018

[293] Hełm Vikinga






No i znowu dałam się podpuścić :)

Prawdziwi Wikingowie nie nosili hełmów z rogami - usłyszałam od córki - no to musiałam poczynić korektę.
Co to ja takiego prawdziwego hełmu dla prawdziwego Wikinga nie wydziergam?
No i udowodniłam sobie i córce... no i zostałam z hełmem, bo to był akurat prototyp, akurat dla nikogo:)





Póki co, wrzucam do szafy, niech sobie poczeka na prawdziwego Vikinga:)




piątek, 6 lipca 2018

[292] Letnie kiecki ręcznie dziergane

Te kiecki dziergałam z głowy, czyli z niczego.


Różnią się trochę, bo za każdym razem czułam nieodpartą chęć, by coś tam przykombinować..


Niebieska włóczka to taka klasyczna "peerelowska" bawełniana "zerówka"
A ta ecru, to pewnie też bawełna, ale jakoś dziwnie spleciona. Producent nieokreślony, jakiś "demobil" nabyty na Allegro.

Sporo tego udało mi się wylicytować, więc trzasnęłam jeszcze miniówę, by mi się motki nie szwendały po kartonach...





Teraz na tapecie mam taką fajną, stalową bawełenką. Miałam "pomysła" na rozkloszowaną, ażurową kieckę, ale pies dorwał dwa kłębki i szlag trafił mają długo obmyślaną koncepcję:)

Trudno - będę improwizować - w tym jestem najlepsza!

czwartek, 7 czerwca 2018

[291] Pies z resztek włóczek






Piesek poducha, co to przytuli i wysłucha :)






Nadziergałam się, nazmóżdżałam się... ale warto było. Takiego sobie wymyśliłam i dokładnie takiego wydziergałam. Córka twierdzi, że to spasiony jamnik a ja twierdzę, że jak już się przytulać, to do dużej powierzchni :)

Najważniejsze, że dobrze mu z oczu patrzy...

czwartek, 24 maja 2018

[290] Kolorowy wąż


Poczyniłam kolejnego PYTONGA.
PYNONGI w mojej rodzinie mają już swoją historię, o której można poczytać sobie tutaj

 Takiego węża dzierga się... dłuuugo! Włóczkę zbiera się dłuuugo. Ogólnie praca nad takim monstrum rozciąga się w czasie i nazywana jest przeze mnie "dzierganiem zapasowym".
Cały proces technologiczny wygląda mniej więcej tak: jak nie mam weny twórczej albo muszę czymś zająć ręce, bo właśnie klapnęłam przed TV (a siedzieć bezproduktywnie to grzech),
to wtedy sięgam po pudło z "dzierganiem zapasowym".

Na pytanie:"zrobisz mi węża?"Odpowiadam zawsze NIE. A dlaczego? Bo wąż sam się robi.
Z doskoku i tak średnio przez pół roku, albo lepiej. Zasiadanie do węża w celu wydzierganie węża nie ma sensu, bo zaburza proces "dziergania zapasowego". Węża robi się przy okazji.
I jak ktoś trafi na okazję, to ma :)

 A tak wygląda rodzina węży:






No, nie rodzina jeszcze, tylko wąż i wężowa. Albo Mr. PYTONG i Mrs. PYTONGOWA :)

poniedziałek, 14 maja 2018

[289] Dziecięce sweterki

Jakiś czas temu napadło mnie natchnienie na sweterków małych robienie :)
A, że zdecydowanie lepiej wychodzi mi dzierganie, niż rymowanie to...



 Ubranka robiłam jak zwykle "z głowy, czyli z niczego", "na czuja", znaczy się...
Pierwszy był sweterek dla małej Julki:



A, że Julka ma brata, więc też "dziergnęłam" coś odpowiedniego:





Jak Wiktorek był taki malutki, jak Julka, to dostał ode mnie taki oto komplecik:





Lubię dziergać dla dzieciaczków, bo na efekt końcowy nie trzeba długo czekać, jeden film obejrzany = jeden sweterek wydziergany :)