sobota, 16 grudnia 2017

[281] Męskie kapcie z włóczki

Dostałam bawełnianą, szarą włóczkę. Taką niajaką, co to poszaleć zbytnio z niej nie można.
Ja takie włóczki bez zbytnich perspektyw nazywam "KAPCIOWE".
No i żeby mieć już z głowy tę włóczkę, to wrobiłam ją do spodu w kapcie. Wyszły męskie :)






Wzór, że tak się wyrażę - podstawowy. Już mi się trochę nudzi, więc po Świętach postaram się zrobić kapcie innym sposobem, tak dla sportu.

czwartek, 14 grudnia 2017

[280] Malowane koszulki








Chciałam pochwalić się nowym nabytkiem - farbą srebrną i farbą fluorescencyjną.
Jak na złość na koszulce tego nie widać, bo jeszcze nie udało mi się wymyślić patentu jak to sfotografować. Musicie uwierzyć mi na słowo, że to działa!
Wystarczy nanieść farbę na wyschnięty już malunek (bo jest transparentna) i gotowe. Ja dla wzmocnienia efektu dosypałam jeszcze proszku fluorescencyjnego do farby i taki malunek bardziej "daje po gałach" w ciemności.

Natrzaskałam takich świecących koszulek kilkanaście (prawdziwy maraton) ale zdjęcia mam robione w biegu i telefonem z fleszem... czyli jak to z odblaskami bywa - widać, że świeci, ale na zdjęciu nie bardzo widać co :) Szkoda, bo nie mam się czym chwalić...

piątek, 8 grudnia 2017

[279] Czapka hełm rycerski z czerwonym pióropuszem


Co się będę rozpisywać, kolejna czapka - hełm. Trochę zmodyfikowana, przez co bardziej pracochłonna:






Nadal twierdzę, że "nic dodać i nic ująć"... aż do czasu, gdy kolejnego olśnienia dostąpię :)

środa, 6 grudnia 2017

[278] Kolejna prosta czapka

Nie byłoby tej czapki, gdyby nie zbieg dziwnych wydarzeń sprzed roku.
Był środek zimy (dla mnie środek zimy jest zawsze wtedy, gdy jest już na tyle upierdliwie mroźno, że człowiek zaczyna tęsknić za wiosennym ciepełkiem), czyli gdzieś tak na początku listopada... Mój ocieplany, pikowany, przeciwdeszczowy i przeciwmrozowy, ultralekki płaszcz spodobał się Ciotce. Ciotkę lubię od zawsze, a płaszcz z racji swojej czarności już mniej, więc postanowiłam zrobić dobry uczynek i ucieszyć nim Ciotkę. Pomyślałam sobie wtedy - koniec z czernią - czas na energetyczne kolory i pomaszerowałam na spontaniczne zakupy. Zmarzłam okrutnie (mój ciepły płaszcz był już ciotkowym płaszczem), więc na oku miałam dwie cechy: ciepły kolor i równie ciepłe okrycie.
Ja się pytam, gdzie był wtedy mój Osobisty Anioł Stróż?! Co robiła wtedy moja niezawodna Intuicja?! To było oczywiste: porzucili mnie gdzieś w szczerym polu, a raczej w tej działającej otępiająco na intelekt Galerii... Efektem szaleńczego latania po sklepach było nabycie drogą kupna bardzo ciepłej kurtki w najcieplejszym z możliwych kolorze: POMARAŃCZOWYM!!!
Nie jakimś tam rudym, lisim czy wiewiórczym. Nic z tych rzeczy - kurtka w kolorze hiszpańskich pomarańczy. Nie powiem, swoje zalety ma. Ciepła, widoczna z daleka, więc nikt mnie na pasach nie rozjedzie po ciemku. Ekstra, tylko czasami człowiek ma ochotę schować się, gdzieś w ciemnym kącie tramwaju i tak zwyczajnie wtapiając się w tłum, pokimać. W tej kurtce nie dane mi zostać osobnikiem incognito. A jak już mam być widoczna, pomyślałam, to i czapkę też trzasnę w tym energetycznym kolorze hiszpańskich pomarańczy.
No trzasnęłam:


Dołożyłam trochę brązu, dorobiłam brązowy szalik aby już tak ludzi nie drażnić tym słonecznym pomarańczem w środku zimy i mogę/muszę jakoś przelatać tę zimę.




Czapka najprostsza z możliwych, bo co się będę wysilać, gdy z tyłu głowy kołacze mi się plan na zmianę kurtki.

Oby do wiosny!



piątek, 1 grudnia 2017

[277] Termoforek Minionek Carl

Aura za oknem nie rozpieszcza. Zimno wszędzie, nastroje raczej depresyjne, to się człek łapie wszystkich babcinych metod, by ducha podnieść na duchu.
Dobra lektura/film, dobra nalewka/kakałko i ciepełko.
Kocyk i termoforek. A jak ma już ten gumowy worek na korek emanować ciepłem to i urokiem osobistym też mógłby chwytać za serce.
Bardzo chciałam, by termoforek Minionek cieszył oko, ale wyszło mi, że oko to mu się cieszy, gdy się go ściska :)


Pojemność mizerna, bo zaledwie litrowa, więc nabombać go na okrągło się nie da...



Gatki ma zsuwalne, tak, aby gumowy worek na korek wyjąć w razie potrzeby.




niedziela, 26 listopada 2017

[276] Wielki Krasnolud Gimli w czapce :)

Ten hełm, choć coraz bardziej przypomina oryginał, nadal spędza mi sen z powiek.





Jest to czapka, która najbardziej ze wszystkich czapek - hełmów ewoluowała. Obecnie tył bardziej przypomina oryginał, choć nadal wymaga intensywnego myślenia:





Początki były bardzo siermiężne i moje nie do końca trafione wizje można podejrzeć tutaj

Póki co, wiem co należałoby poprawić, ale jeszcze nie bardzo wiem jak:)
Ja lubię wyzwania, więc nie poddaję się, tylko cierpliwie czekam, aż mi się jakiś pomysł przyśni.
Może czas zmienić włóczkę? Jedno jest pewne - znowu narobię się jak dzika i będę się zarzekać, że już nigdy więcej takiej dłubaniny!







czwartek, 23 listopada 2017

[275] Jak zrobić najprostszą czapkę na drutach? Przepis dla początkujących.

Od wieków już wiadomo, że to, co najprostsze jest najlepsze. Ponadczasowe i zawsze modne.
To dlaczego u licha ja zawsze muszę sobie życie utrudniać? Jak już wezmę się za czapkę to jakiś chochlik każe mi hołubce dzikie wyczyniać z drutami, plątać, skręcać, narzucać i zrzucać.
Tylko po co, jak można prościej?
I gdyby nie Pani Ania, to dalej brnęłabym w te poplątanie klimaty. Najpierw wydziczyłam się
i wydziergałam podwójną czapkę, by zaraz potem puknąć się w makówkę i wykonać najprostszą czapkę na świecie, w kształcie worka:





Przymierzyłam i okazało się, że wyglądam w tym worku... jak w czapce!
A skoro tak, to po co mam się męczyć. Męczyć w tych wszystkich czapkach z lat ubiegłych, które już mi się opatrzyły i zużyły trochę.

Zakupiłam więc włóczkę boucle Capri. W 50g jest 75 m włóczki (90% acryl, 10% poliamic). Na wszelki wypadek kupiłam dwa motki i zabrałam się do dzieła. (mój obwód głowy 54 cm, ale czapka pasuje też do obwodu 56 cm)




Na druty nr 3,5 albo 4 nabieramy 62 oczka podwójnej nitki.To ważne, bo taki ścisły ścieg działa niczym ściągacz i ocieplacz uszny w jednym. Na prawej stronie prawe oczka, na lewej - lewe. Ale jak tak sobie patrzę, to można z powodzeniem zamienić strony i też będzie dobrze :). Tak sobie radośnie dziergamy aż do wysokości ok. 6 - 7 cm. Potem jedną nitkę odcinamy, a resztę czapki dziergamy dalej na tych samych drutach aż do wysokości mniej więcej 22 cm. Całość robótki dzielimy na 3 równe części, co daje 20 oczek + 2 oczka brzegowe.
Od tej pory zaczyna się nienachalne zwężanie na prawej stronie: 1 oczko brzegowe, 2 oczka razem na prawo, 17 oczek prawych, 2 oczka razem na prawo i przełożyć przez następne oczko z lewego drutu (to tak, jakby 3 oczka przerobić razem, ale w ten proponowany sposób uzyskujemy ładną jodełkę), dalej 16 oczek prawych, 2 oczka razem na prawo i przełożyć przez następne oczko z lewego drutu, 17 oczek prawych, 2 oczka razem na prawo, 1 oczko brzegowe. Dłubiemy  tak sobie aż zostanie nam tyle oczek, by to wszystko ściągnąć razem. W tym celu należy pierwsze oczko brzegowe przeciągać bez przerabiania przez wszystkie oczka z lewego drutu. Można sobie to oczko nawlec na wsuwkę i przeciągać po kolei przez następne oczka. Teraz zostanie nam tylko zszycie. Ja zszywałam zwykłą nitką maszynową, bo ten poszarpaniec nie nadaje się do zszywania.
KONIEC!
Prawda, że proste?

Moja czapka prezentuje się tak:




A na głowie tak:





Ważne, by przy tak prostym fasonie wysilić się na jakąś bardziej ozdobną włóczkę.
Już kombinuję, następną czapkę w innym kolorze. Dzierga się szybko, więc zamiast jednego nakrycia głowy zrobię dwa w tym samym czasie :)



środa, 22 listopada 2017

[274] Czas się zbroić, czyli hełm na zimę.

Jak co roku, czapki - hełmy cieszą się sporym zainteresowaniem.

Zimy bywają u nas nudne, brudne i nijakie. Doprawdy trzeba się nieźle nagimnastykować, by je przeżyć i nie popaść w depresję. Człowiek łapie się każdego sposobu, by jakoś doczołgać się do wiosny.
Jednym z nich jest kolorowe nakrycie głowy, takie rozświetlające. Innym choć szare, to rozśmieszające. Każdy sposób dobry, by wyindywidualizować się z nostalgicznego tłumu.

A oto propozycja na tę zimę (i tę co była i tę, co będzie):


czwartek, 16 listopada 2017

[273] Termoforek Biedronka z historią miłosną w tle...

Pisałam już wcześniej, że moje termoforki posiadają wielką moc ogrzewającą ciało, one też wpływają ocieplająco na tzw. stosunki międzyludzkie. Śmiem wysnuć nawet teorię, iż w takiem ocieplonym ciele i dusza ma się lepiej:)

Jakiś czas temu skontaktował się ze mną bardzo miły Pan i poprosił mnie bym wydłubała specjalnie dla Jego Żonki taki pokrowiec na termoforka, co by biedronkę przypominał...
Pan szukał oryginalnego prezentu, gdyż Żona jest wielką miłośniczką biedronek.
Pomyślicie - banalne...
Otóż nie. Jak się okazało Pan mieszka TU, a Jego Żona daleko TAM, czyli na innym kontynencie.
Historia miłosna posiada tu podwójną fabułę.
Jedna - ta oczywista -  cieplutka biedronka, przytulana przez Żonkę, przypominać będzie, że ktoś bliski, kto jest daleko, bardzo kocha i tęskni...
A druga historia miłosna - jakże banalna - Pan ten swoją prośbą wybudził mnie artystycznej niemocy i dzięki niemu zapałałam znowu miłością wielką do mojego intymnego, artystycznego światka.

Wniosek:

Termoforki wielką moc posiadają! c.b.d.u.



czwartek, 9 listopada 2017

[272] Termoforek Minionek



Sezon na termoforki uważam za otwarty!

Potrzeba zaznania ciepełka jest tak wielka, że stare, babcine sposoby wracają do łask.
Wystarczy wrzątek i gumowy worek na korek. No tak, ale potrzeby estetyczne też trzeba jakoś zaspokoić... Bo jak tu tulić się do gumowego wora?
 Ciepło rozluźnia mięśnie i odpuszczają powoli wszelkie napięcia, nie tylko te fizyczne. Jak ktoś ma w domu jakiegoś sierściucha, to wie, że głaskanie uspokaja obydwie strony. Tu mamy podobnie, z tą drobną różnicą, iż gumowy worek na korek jest w sam w sobie spokojny już na wstępie i do tego "wkładalny" w każde miejsce. Mam na myśli to, że kota pod kapotę to ja raczej sobie nie wsadzę, bo się nieborak udusić raczy.

Tyle tytułem wstępu, bo rzeczywistość przerosła wyobrażenia o ogrzewaniu babciną metodą.
Rzeczywistość napisała inny scenariusz na termoforki. Co prawda nadal mają za zadanie ocieplać, z tym, że nie tylko ciało...
Nowy scenariusz napisało życie.
Kiedyś, dawno temu zwrócił się do mnie pewien Pan z prośbą o wykonanie takiego indywidualnego termoforka, bo przeczytał u mnie, że takie cudo ociepla nie tylko ciało obdarowanej osoby, ale także ogrzewa relacje międzyludzkie. Mój indywidualny termoforek to Potworek , więc należałoby powołać do życia coś bardziej miłego. I tak powstał "Miziaczek", bo jak to Pan określił, koniecznie musi być z "miziastej" włóczki. Zdjęcie niestety nie zachowało się, bo cyknęłam "na szybko" komórką, a potem równie "na szybko" usunęłam, oczywiście jak zawsze niechcący...

Pomyślałam sobie, że skoro "PORA NA TERMOFORA" działa terapeutycznie na ludzkość,
to należałoby tej ludzkości dostarczyć więcej przyjemności.

Zakupiłam zatem gumowy worek na korek... i czekałam, aż wena mnie najdzie.
Nie najszła, aż do czasu, gdy znalazł mnie inny Pan, który poprosił o prezentowe ocieplenie metodą na termoforka (ale to już osobny temat). I tak oto medytując nad pokrowcem, powołałam do życia Minionka:

Uważam, że nieźle wpasował się w geometrię gumowego wora.

Na plaskato wygląda tak:


Od D... strony tak:





A nabąbany to nawet podpiera ściany:












Teraz czeka, aż go ktoś przytuli...


sobota, 4 listopada 2017

[271] Dwustronna czapka




Kobieta zmienną jest! Ma chrapkę na pastele, ale czy róż, czy błękit? Trudny wybór! Postanowiłam wyjść na przeciw porannemu niezdecydowaniu, które to może zaowocować spóźnieniem do pracy i wykonać czapkę 2 w 1.
Wystarczy wywinąć i problem z głowy :)




Pomysł super!
Z tym, że trochę przekombinowany...

Mam wrażenie, że włóczka powinna być jednak nieco cieńsza, a jedna strona gładka...
Dla amatorów grubych splotów jest OK, ale dla klasyków zbyt ekstrawagancka.
Jedno jest pewne - w tej czapce nie straszne mrozy i wiatry - ocieplenie gwarantowane!

piątek, 27 października 2017

[270] Kapcie na drutach "BIEDRONKI"

Przedstawiam zmodyfikowaną wersję łopatologicznych kapci domowych:




Paputy "trzepię" praktycznie co sezon i tak jak przy czapkach hełmach wydawałoby się, że już "nic dodać, nic ująć", a tu pyk => pomysł racjonalizatorski!
To, że biedronki, to tylko taki mały pikuś, a raczej owad - one posiadają wzmocnioną/ocieploną podeszwę!
Udało się! Hurra! Zyskałam lepszą amortyzację, większą izolację i opóźnione ścieranie ogumienia, a raczej podeszwy.
Kurczę! Jak mawiał mój tato: "są tylko dwie rzeczy niemożliwe - wywrócenie hełmu na lewą stronę i otworzenie parasola w d..., nad resztą trzeba trochę popracować".

Brawo JA!



wtorek, 23 maja 2017

[269] Spóźniony beret, czyli "moja macocha jest kosmitką"

Za beret wzięłam się, jak jeszcze była szansa, że go ponoszę. No cóż...
Wydziergałam go w ekspresowym tempie, ale lata świetlne zajęło mi samo zszywanie.
Beret jest częścią integralną płaszczyka, który też czeka, aż Księżyc ułoży się w koniunkcji z Marsem, czyli za czas jakiś, jak nauczę się zaginać czasoprzestrzeń :)



Beret trochę gruby, przez to ciepły. Fajnie się układa. Tak raz na zawsze, a nie jak latający spodek.
Część plaskata o sporej średnicy, ale tak mi wyszło z obliczeń. O tym, że mogłabym z powodzeniem darować sobie jednego liścia dowiedziałam się już na finiszu, więc nie chciało mi się wracać do punktu wyjścia.

Głowa manekina ma obwód 50 cm, więc jak zamontowałam mu ten wynalazek na szczycie, to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już taki model widziałam. No tak, Kim Basinger miała podobne nakrycie głowy w filmie: "Moja macocha jest kosmitką".

No i oczywiście moja mama też :) Te berety to dopiero miały średnicę!  Kosmiczną!

A tak prezentuje się beret wcale nie wiosenny w fazie rozkładu:


Z czystej wygody nie dziergałam "na okrągło", więc musiałam "spasować" zszywanie:



Widać trochę, ale na człowieku już mniej, bo kto człowiekowi zarzuca wzrok na czuba? I to tylnego czuba?


Chciałam zrobić artystyczne zdjęcie liścia, ale gdzieś mi się ten artyzm rozmazał i patrząc na to coś poniżej należałoby skorzystać z wyobraźni. Tak, tam miał być liść!




I jeszcze jedno! W oryginale ten latający spodek jest koloru bardziej w bordo, zupełnie nie rozumiem, skąd tu się wziął ten soczysty róż? Pewnie jacyś obcy przerobili mi aparat cyfrowy!






wtorek, 11 kwietnia 2017

[268] Myszka Minnie - komplecik

Wiosenno - jesienny komplecik dla Małej Damy.


W założeniu komplecik ma rosnąć razem z właścicielką. Postanowiłam wykonać go na drutach.
Zastosowałam taki oto trick: zaczęłam dziergać dużymi drutami, a skończyłam małymi, przez co uzyskałam sztywność góry i nie musiałam za dużo oczek gubić po drodze. Ot, tak samo się zeszło :)

czwartek, 23 marca 2017

[267] Szybkie kapcie

Dostałam naturalną włóczkę, taką co to na sweter za twarda. Co z czegoś takiego zrobić?
Kapcie!

Szybko zrobione, szybko udokumentowane i szybko wstawione:

A... zapomniałabym!
Aby nie było tak szybko, to od zrobienia do wstawienia minęło trochę czasu, bo choć wszystkie wyżej wspomniane czynności zrobiłam w ekspresowym tempie, to kapcie czekały na zszycie trzy tygodnie :)



piątek, 24 lutego 2017

[266] Darth Vader czyli antysmogowa maska kryzysowa :)





Czapka powstawała w trudnych warunkach bojowych, z zaburzeniami taktycznymi na całym polu walki, mocno rozciągnięta w czasoprzestrzeni.

Z całą pewnością było to wyzwanie!
Jak na pracę spontaniczno - intuicyjną, mój stopień zadowolenia z efektu końcowego osiągnął współczynnik 97%, czyli lepiej się już prawie nie dało. Te 3% oceniam jako granicę błędu materiałowego (tj. bezwładność materii, uniemożliwiająca wyprodukowanie tego, co umysł zaplanował)
Stopień trudności - wysoki
Zaangażowanie zmysłów - bezwzględne
Efekt - zadowalający
Brzmi jak samozadowolenie?
No cóż, obecnie jestem z pracy zadowolona, ale za jakiś czas pewnie spojrzę krytycznie na dzieło i dojdę do wniosku, że można było lepiej...
Ale póki co, napawam się sukcesem!


A tutaj, na specjalną prośbę pokazuję mojego domowego astmatyka :)






Zmagania z Lordem Vaderem i jego maską można obejrzeć TUTAJ
Widać jasno, jak ciemna moc ewoluowała :)

wtorek, 14 lutego 2017

[265] Dziergane kapcie wizytowe.

Zmuszona jestem dodziergać trochę kapci, bo po ostatniej imprezie goście wynieśli w torbach moje "wizytówki" :)
Gość w dom... a kapcie za próg!
Argument koronny tego procederu brzmiał: "Zrobisz świeże, bo te już się molom opatrzyły".
"Międzyczasu" mam mało, więc trochę opornie to dzierganie idzie, ale już trzech gości o małych stopach mogę spokojnie przyjąć. Reszta niestety musi popylać w obuwiu własnym, bądź też bez.


Włóczki mieszane, czyli posezonowy hit z pudła na resztki:


Zaletą tych kapci jest niewątpliwie ich grubość i "wełnocieplność". Te najjaśniejsze mają w swoim składzie aż 80% prawdziwej wełny z jakiegoś tam włochatego zwierza, chyba wielbłąda.


Do tych musiałam już coś tam dołożyć z dna pudła...


Te, to już wykonane ze zbieraniny włóczek "no name"...

Pudło nadal pełne, gorzej z tzw. "międzyczasem" *