czwartek, 24 maja 2018

[290] Kolorowy wąż


Poczyniłam kolejnego PYTONGA.
PYNONGI w mojej rodzinie mają już swoją historię, o której można poczytać sobie tutaj

 Takiego węża dzierga się... dłuuugo! Włóczkę zbiera się dłuuugo. Ogólnie praca nad takim monstrum rozciąga się w czasie i nazywana jest przeze mnie "dzierganiem zapasowym".
Cały proces technologiczny wygląda mniej więcej tak: jak nie mam weny twórczej albo muszę czymś zająć ręce, bo właśnie klapnęłam przed TV (a siedzieć bezproduktywnie to grzech),
to wtedy sięgam po pudło z "dzierganiem zapasowym".

Na pytanie:"zrobisz mi węża?"Odpowiadam zawsze NIE. A dlaczego? Bo wąż sam się robi.
Z doskoku i tak średnio przez pół roku, albo lepiej. Zasiadanie do węża w celu wydzierganie węża nie ma sensu, bo zaburza proces "dziergania zapasowego". Węża robi się przy okazji.
I jak ktoś trafi na okazję, to ma :)

 A tak wygląda rodzina węży:






No, nie rodzina jeszcze, tylko wąż i wężowa. Albo Mr. PYTON i Mrs. PYTONOWA :)

poniedziałek, 14 maja 2018

[289] Dziecięce sweterki

Jakiś czas temu napadło mnie natchnienie na sweterków małych robienie :)
A, że zdecydowanie lepiej wychodzi mi dzierganie, niż rymowanie to...



 Ubranka robiłam jak zwykle "z głowy, czyli z niczego", "na czuja", znaczy się...
Pierwszy był sweterek dla małej Julki:



A, że Julka ma brata, więc też "dziergnęłam" coś odpowiedniego:





Jak Wiktorek był taki malutki, jak Julka, to dostał ode mnie taki oto komplecik:





Lubię dziergać dla dzieciaczków, bo na efekt końcowy nie trzeba długo czekać, jeden film obejrzany = jeden sweterek wydziergany :)